Zajrzyj do skrzynki pocztowej

Napiszę Ci list. Napiszę Ci co chcesz.

Kochani! Przepraszam, że nie piszę. Przepraszam, że po raz kolejny przepraszam i pewnie i tak niewiele się zmieni. Nie siedzę w kąc...

czwartek, 28 stycznia 2016

Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy

Witam,

Nie, tytuł Was nie myli. To ostatni post na tym blogu. Nie, nie usunę go. Będę odpowiadać na komentarze, ale już nic nowego nie zostanie tu opublikowane. Od dziś zapraszam Was pod inny adres, gdzie już czeka pierwszy wpis.

Na "Życiowej..." zrobiło się ostatnio duszno. Nie czułam się tu dobrze. Potrzebowałam przestrzeni i tego, by uwolnić się od zbyt osobistych postów. Zamiast jednak przewietrzyć, wolałam otworzyć nowe okno.

Bądźcie ze mną dalej, proszę. Działajmy razem. Będzie tylko lepiej.

Subskrybujcie, obserwujcie Instagrama i cieszcie się ze mną nowym miejscem! (wszystkie sugestie mile widziane)

Do widzenia,
,
Z.

Nowy adres 


niedziela, 24 stycznia 2016

Abo się wierzy, albo nie. "Na życie słowo".



"Dlaczego nie wierzę? To trudne pytanie. Wiesz, albo się wierzy albo nie. Dlaczego lubisz ciastka,
a pietruszki nie znosisz? Nie wiesz tego, tak już jest. Tak jesteś skonstruowana. Tak samo jest z wiarą - albo wierzysz albo nie. Ja nie wierzę. Dla mnie zbyt wielką abstrakcją jest myśl, że jesteśmy tylko pionkami w jakiejś grze gościa z siwą brodą. (Zrozumiesz o co chodzi) Od zawsze ceniłam sobie wolność i niezależność, a wiara ze jej dogmatami i wyrzeczeniami tylko by mnie ograniczała.
Do jakiejkolwiek religii zniechęcili mnie też kapłani - ich zachowania wcale nie zachęcają
do wstąpienia w szeregi potulnych owieczek. Poza tym - zostałam wychowana w domu, w którym Kościół i Bóg praktycznie nie istnieli. Może i moje podejście byłoby inne, gdybym dorastała
w innym środowisku? Może...ale to tylko gdybanie. Kiedyś fascynowałam się buddyzmem, innymi wierzeniami. Ale choćbym nie wiem, jak chciała, to nie jestem w stanie zmusić się do tego,
by uwierzyć, że istnieje jakaś siła wyższa. Dla mnie znaczenie mają ludzie i to, do czego jestem
w stanie dojść sama. Nie wydaje mi się, żeby ktoś nade mną czuwał czy też kierował działaniami. Wiara w cokolwiek jest dużo łatwiejsza niż wiara w nic. Łatwiej jest sobie wytłumaczyć tragedię, albo zwalić na kogoś winę za niepowodzenie. Ale to nie dla mnie."

Zosia sprzed lat. Niektóre poglądy nigdy się nie starzeją.













sobota, 23 stycznia 2016

Noc. Czas rozmyśli i zapomnień.


Doba  składa się z dwudziestu czterech godzin. Pierwsze szesnaście z nich zazwyczaj skazane zostaje na  zmarnowanie. Gdy nie gonią terminy, i do ludzi wychodzić nie trzeba – to już
z pewnością nie jest to produktywnie spędzony czas. Co innego, gdy nastaje noc. Niby ta „gorsza”, smutna przyjaciółka kolorowego dnia. Ale to tylko złudzenie, nie daj się zwieść.
Gdy rzuciła Cię pierwsza miłość życia, kto wysłuchiwał Twoich żalów na dobranoc?
Kto dawał najlepsze rady, choćby efektem placebo? Księżyc. Kogo podziwiasz tam wysoko
na niebie, gdy bez celu błąkasz się nocą po ulicach? Gwiazdy. Ale te Wspaniałe, a nie błyszczące
w świetle napuszonych reflektorów. Kto bezinteresownie ofiaruje Ci spokój i odgania złe myśli? Wiatr o północy, szepczący najcichsze kołysanki. O czym najczęściej marzysz, gdy codzienność zwala Ci się na głowę, a Ty nie możesz zrobić nic innego, jak przetrwać? O łóżku. O śnie. Nawet o śnie bez snów. Byleby tylko przyłożyć głowę do poduszki i oddać się w ramiona niebytu.

Lecz noc to nie tylko czas
na sen i odpoczynek. Noc to czas zniesienia konwenansów i zasad.
To czas zrzucenia masek.
Czas wolności słowa i ciała. Czas braku skrupułów i sentymentów.
Czas bliskości i milczenia pełnego zrozumienia. Czas czynów, które nie ujrzałyby jasnego światła dziennego. Czas pożegnań i rozstań. Czas bycia wielkim i niezwyciężonym.
Czas wybaczenia sobie i wybaczenia innym.

czwartek, 14 stycznia 2016

Uchodźca też Człowiek. Drwisz, szydzisz, odrzucasz? Pomyśl o wielbłądzie, pomyśl o piaskownicy. "NieObcy" PAH.


Miałam być dzisiaj na studniówce. 
Miałam, ale nie jestem. Różnie się życie układa.

Miałam być chłopcem. Tak ginekologowi pokazało USG, gdy Mama była u schyłku ciąży.
Miałam, ale nie jestem. Maszyny czasem nie działają. 
Miałam zdobyć świat i być kimś Wielkim.
Miałam, ale nie zdobyłam. Jeszcze nie - przecież wszystko jeszcze się zdarzy. 
Mam plany, perspektywy, marzenia do zrealizowania. Całe życie przede mną, świat nieskończonych możliwości. 
A co mają Uchodźcy, imigranci z odległych państw? Nic. Kąt z materacem w noclegowni, jakieś tam ciuchy z worków "od bogatych" i krzywe spojrzenia pełne nienawiści zsyłane z całego świata. Jakby co najmniej pół rodziny każdemu wybili.

Zaznaczam: Nie znam się na polityce, nie śledzę najnowszych doniesień z frontów: lewica/prawica, Unia/Polska, Unia/Świat, Świat/uchodźcy. To nie będzie tekst informacyjny, to nie encyklopedia. Ten blog to jedynie encyklopedia uczuć i przeżyć wewnętrznych. Nie jestem stronnicza, nie wiem, kto z kim koty drze i gdzie ludzie chodzą się na pić. Więc jeśli szukasz kontrowersyjnych sensacji, wieszania psów na bogu ducha winnych politykach, to żegnam ozięble. Jeśli jednak patrzysz na świat po ludzku i serce Ci się kraja na myśl, o tym, co się wokół dzieje - zapraszam.

niedziela, 10 stycznia 2016

Duża bądź, radę daj. Urodź i nie kompromituj gatunku "matki". Historia Ki.



Roma Gąsiorowska - galeria zdjęć - Zdjęcie nr. 5 z filmu: Ki



Kto się nie bawi, ten nie żyje!
Coś taka spięta, masz - wypij.
Mała, pójdziemy do kina? Albo od razu do mnie?
Daj spokój, to był tylko jeden raz! 
Co, w ciąży jesteś? 
Stary, ona nie usunie. A ja mam się w tatę bawić.
Do., urodzę to dziecko. I będę fajną mamą.
Fuck, w co myśmy się wplątali?!

Tak przedstawia się większość związków (przyczynowo - skutkowych) dopiero-co-nowo-narodzonych-dzieci-XXIw. 

Pęd, imprezy, prace dorywcze, znajomi, ciuchy, kino, muzyka i nagle...wpadka, dziecko, syn. Pio. 
2011 rok, pierwszy seans. "Ki" na ekranach wszystkich polskich kin. Od tamtego czasu chciałam obejrzeć ten film. Dlaczego? Bo ładny plakat. Bo o "samodzielnej młodej matce". Bo urocze dołeczki w policzkach głównej bohaterki. Bo nie wiem. Chciałam i już. Dopiero wczoraj w nocy odbębniłam seans. I spać nie mogłam.