Zajrzyj do skrzynki pocztowej

Napiszę Ci list. Napiszę Ci co chcesz.

Kochani! Przepraszam, że nie piszę. Przepraszam, że po raz kolejny przepraszam i pewnie i tak niewiele się zmieni. Nie siedzę w kąc...

niedziela, 22 czerwca 2014

czwartek, 19 czerwca 2014

Bien dans ma peau?

Odnosząc się do tytułu dzisiejszego tekstu, pozwolę sobie opowiedzieć krótką jego historię. Dawno temu, na jednej z lekcji języka francuskiego "Bien dans sa peau" było tematem przewodnim. W wolnym tłumaczeniu znaczy to tyle co: "Czuję się dobrze w mojej skórze". Doskonale pamiętam zadanie domowe, które dostaliśmy po tych zajęciach. Trzeba było opisać, co znaczy dla nas szczęście. Pracę oddałam nie w terminie, a gdy po dłuższym czasie przyszłam ją odebrać, dowiedziałam się, że mimo gramatyczno - ortograficznej poprawności brakowało tam słów o...szczęściu. Pani profesor stwierdziła, że postawiła mi wysoką ocenę jedynie dlatego, że nie miała o co rościć pretensji pod względem technicznym, jednak gdyby oceniała mnie pod względem psychologiczno - merytorycznym, dostałabym zgrabną, pionową kreseczkę z zagięciem. No cóż, na uczucia niektórych trudno znaleźć dobrą radę i rozwiązanie trosk...

Wczorajsza rozmowa z przyjacielem i przeczytana książka przypomniały mi o tym zadaniu domowym i sprawiły, że cały wieczór spędziłam na rozmyślaniach. Swoją drogą, czy tylko ja mam tak, że gdy natykam się na jeden temat, to nie wiadomo skąd za chwilę pojawia się zupełnie niespodziewana sytuacja i dostaję wiadomość od zapomnianej osoby, a wszystkie one krążą wokół tego samego zagadnienia?
Ale wracając do tematu. Zastanawiałam się parę godzin temu nad tym, dokąd to wszystko zmierza? Czym tak naprawdę jest życie? Czy uśmiechając się do ludzi, tak naprawdę, w głębi duszy, jesteśmy szczęśliwi?

Indila - Tourner dans le vide


piątek, 13 czerwca 2014

John Butler Trio - Zebra


Jak się podnieść, by nie upaść.



Pewnego razu była sobie dziewczynka. Duże piwne oczy i długie brązowe włosy
to był jej znak rozpoznawczy. Uśmiechała się do ws
zystkich z ufnością i niezawinioną naiwnością. Kiedy tak patrzyła na świat tym swoim spojrzeniem łagodnego baranka, widziała same róże i pastele. Życie traktowała jak zabawę, nie dostrzegała jego wad, doceniała tylko zalety. No cóż, żyć nie umierać! Miała koleżankę - wspaniałą i oddaną. Wspólnie  się bawiły, grały i śmiały. Wszyscy pozornie lubili tę istotkę, a za plecami śmiali się z jej dziecinnej wiary w życie. „Lubili”, bo zawsze im pomagała. Taka już była. Myślała, że jeśli ona jest tak dobra dla innych, to oni też tacy będą dla niej. Czasem tylko słyszała jakieś niepochlebne opinie na swój temat, ale się pocieszała, że są „chwilowe”. Lubiła siebie taką i lubiła innych. Uważała, że świat jest piękny, dobry i bezproblemowy.

Tak mijały idylliczne miesiące, aż pewnego dnia – BACH! Wszystko rozsypało się jak domek z kart. Pokłóciła się ze swoją kompanką, usłyszała parę brzydkich słów wypowiedzianych prosto w twarz i nareszcie otworzyła oczy.