Zajrzyj do skrzynki pocztowej

Napiszę Ci list. Napiszę Ci co chcesz.

Kochani! Przepraszam, że nie piszę. Przepraszam, że po raz kolejny przepraszam i pewnie i tak niewiele się zmieni. Nie siedzę w kąc...

piątek, 31 października 2014

Na życie słowo

- Kotek, spójrz na nie - powiedział matowym głosem.
Zamrugałam.
- Przecież patrzę.
- Nie, nie patrzysz - przysunął się bliżej, a jego oczy całkowicie rozbłysły zielenią - patrzysz przeze mnie, jakby mnie tu nawet nie było. Patrzysz na mnie... i nie widzisz mężczyzny. Widzisz wampira,
a to oznacza coś gorszego gatunku. Jednym z nielicznych momentów był zeszły weekend. Obejmowałem cię i całowałem, i patrzyłem jak twoje oczy rozpalają się pragnieniem i wiedziałem, że po raz pierwszy widzisz mnie takim, jakim naprawdę jestem. Nie tylko niebijące serce okryte skorupą. Spójrz na mnie znów w ten sposób, bez żadnych wymówek w postaci narkotyków, które mogłabyś za to winić - jego usta wygięły się lekko, kiedy to powiedział - Pragę cię od momentu, kiedy cię zobaczyłem... A jeśli myślisz, że nie płonę z pożądania na widok ciebie w staniku to się bardzo mylisz. Po prostu nie idę tam gdzie mnie nie zapraszają.









środa, 29 października 2014

Na życie słowo


Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

Dlatego łapcie każdą chwilę i nie zapominajcie, że jutro też jest dzień i nowe szanse!








poniedziałek, 27 października 2014

Co wychodzi z szafy Adamczyka? A co mieszka w mojej?

Na tę książkę czekałam już długi, długi czas. W księgarniach nie raz, nie dwa wyciągałam po nią dłoń, głaskałam okładkę i uśmiechałam się do kuszącego tytułu. Jednak przez przeszło rok nie było mi dane jej posiadanie. Nie pytajcie dlaczego. Być może tak miało być? Zbieg okoliczności? Złośliwość losu? Nie wiem. Wiem tylko, że Adamczyk śnił mi się po nocach, a cytaty z jego debiutu coraz gęściej pokrywały ściany mojego pokoju.
Muszę się czymś z Wami bowiem podzielić i, kto wie, być może kogoś zainspiruję. Od ładnych paru miesięcy moje ściany są całe pobazgrane, codziennie przybywa na nich coraz więcej i więcej napisów i fragmentów książek, napisanych jak kura pazurem, bo z kaligrafii zawsze byłam noga.
Zimną ubiegłego roku namiętnie słuchałam Starego Dobrego Małżeństwa, zawsze nachodzi mnie
na nich, gdy za oknem mroźno, a kaloryfery są ciepłe jak skóra drugiego człowieka. Siadam wtedy
na materacu, otulam się kocem, zaparzam sobie herbatę - gruszkową lub miętową - i godzinami patrzę w ścianę. Wokół mnie delikatnie wibruje głos Myszkowskiego, otula mnie niczym szal grudniową porą. W pokoju panuje półmrok, jedynie świeczki migają zachęcająco.
Jednego z takich wieczorów wzięłam w rękę pędzel i zaczęłam pisać to, co płynęło do mnie
z głośników. O tęsknocie, o milczeniu, o Tej Pięknej Pani i o wielu innych, czarujących spotkaniach. Miód na duszę, mówię Wam. No i tak pisałam, pisałam, aż zapisałam całą ikeiowską szafę,
na zewnątrz i w środku. Kolejne dni to jeszcze więcej cytatów, nie tylko z utworów, ale także
z filmów i przede wszystkim  - z literatury. Pisałam na drzwiach, na parapecie, na biurku, na suficie. Gdziekolwiek się dało.
Wciąż tak robię, teraz jednak na coraz to nowych ryzach grubej kalki, którą później wykleję sobie podłogi w nowym domu, gdy się go doczekam.
Wróćmy jednak do Adamczyka. Miesiąc temu miałam imieniny. Otworzyłam paczuszkę, a tam:
Piotr Adamczyk "Pożądanie mieszka w szafie"! Gdybyście w tamtym momencie widzieli moją minę, to nie uwierzylibyście, że można tak szeroko wyszczerzyć zęby i wysoko skakać z radości.
Jeszcze tego samego dnia zaczęłam lekturę. I...wpadłam po uszy.


Nie, nie zakochałam się w nim dlatego, że ma imię i nazwisko jak rodziny aktor, co grał papieża.
Nie urzekła mnie też za bardzo fabuła, ani bohaterowie. Ot, kolejna zwyczajna historia miłosna
z bankructwem gazet, polską rzeczywistością i zauroczeniem z młodości w tle. Kolejna para, kolejny mąż, kolejne pierepałki. Ale ta książka ma COŚ w sobie! Adamczyk pisze jak jeszcze nikt dotychczas, płynnie łącząc słowa, używając wspaniałych metafor i zabierając czytelnika w świat fantazji. Zakochałam się w jego stylu, tych niuansach ukrytych w każdym zdaniu, neologizmach
i przenośniach słodkich jak usta kochanka. Czegóż jeszcze można chcieć? Mnie tyle do szczęście potrzeba! Rozpłynęłam się w cieple jego słów...

Polecam Wszystkim! Wspaniała książka! Cudowny język! Świetny humor!


Ach, i jeszcze jedno - facet pisze szczerze, z głębi serca. Nie owija w bawełnę. Jeśli mam powiedzieć prawdę, to nieco otworzył mi oczy na świat i na mechanizmy międzyludzkie. Dane mi było zobaczyć świat z perspektywy faceta, bez różowych okularów. Czułam się tak, jakbym była jego dobrym kumplem i wybraliśmy się na piwo. Zwierzył mi się z najczarniejszych i lubieżnych myśli.
Nieczęsto w życiu doświadcza się czegoś takiego, naprawdę.



A tymczasem zapraszam na niektóre z cytatów, zakreślonych na kartkach "Pożądania..."


Na szczęście gdy w świecie wirtualnym wybucha pożar, nie trzeba wzywać straży pożarnej,
bo na miejscu jest wygaszacz ekranu.

Chcę ją zapytać o ten Empik, ale jakoś się krępuję. Nie jestem typem zdobywcy, uprawiam raczej samotny onanizm. Bardziej mól książkowy ze mnie niż dusza towarzystwa. Chociaż mole raczej się nie onanizują.

Żaba jaka jest, każdy widzi, i nie trzeba jej całować, żeby się rozczarować brakiem zaczarowanego.

Gdy słyszysz tupot na schodach, możesz się domyślać wszystkiego, ale nigdy nie myślisz o tym,
że to czas ucieka. A ja ostatnio coraz częściej mam takie wrażenie. Pewnie dlatego, że ludziom samotnym czas ucieka za dwoje.

Po przedmiotach ich poznacie, a nie po słowach; słowa bywają złudne, dla niepoznaki
lub dla zmylenia, albo dla świętego spokoju, a przedmioty są dla zaspokojenia potrzeb, powszechnych lub wyuzdanych, nie mówią o nas wszystkiego, ale z pewnością wiele.

Wieczorem wychodzę z psem i patrzę na niebo. Gdy jest taki wiatr jak dziś, zazwyczaj spadają gwiazdy, wtedy wymyślam sobie różne życzenia. Wczoraj miałem takie, że aż gwiazda, która spadała, zatrzymała się w połowie, jakby ze zdumienia ją zatkało. Powiedziała: „O pardon, monsieur”
i taka była zaskoczona, że nie tylko nie spadała dalej, ale po chwili wróciła i przykleiła się ponownie do nieba. Ale kiedyś wezmę patyk i strącę skubaną, niech mi się spełni.

Samemu może i dobrze się mieszka, ale zasypia fatalnie.

Nigdy nie zapomnę tej definicji szczęścia: "na ścianach grzyba nie ma".

Takie głupoty tłuką mi się po głowie, gdy wyciągam pizzę z piekarnika, odłamuję kawałek i wychodzę z domu. Muszę się przejść, zebrać myśli, może tam gdzieś leżą.

Wydaje mi się, że gdyby pan Bóg chciał stworzyć świat pozbawiony wsadzania ręki do majtek,
to by taki stworzył.

Ciekawe, że drapanie głowy sprzyja myśleniu. Nawet jest specjalny związek frazeologiczny na taką okoliczność: "podrapał się z zafrasowaniem po głowie". Tak jakby myślenie alergizowało człowieka, nie było zgodne z jego stanem naturalnym.

Nie znoszę pytań, w których ktoś się pyta, czy może zapytać. Jak chcesz pytać, to pytaj,
a nie pytaj, czy możesz zapytać.

Staram się nie myśleć, nie zastanawiać po raz setny na tym, dlaczego pozwoliłem Marysi Jezus odejść, nie chcę o nikim ani o niczym wspominać, pragnę tylko zasnąć z powrotem,
ale z powrotem nie chce już spać ze mną.

- W kobiecie ci do twarzy - mówi potem.
- Nie rozumiem.
Śmieje się
- Nie wychodź, tak dobrze we mnie wyglądasz.

Ale żadne uczucie - ani szczęście, ani miłość - nie suszyło się na sznurku obok ręcznie pranych śpiochów, od progu nie było go widać.

Będą nowoczesnymi matkami, samodzielnie wychowującymi dzieci. Matki samodzielne,
a nie samotne, jak to się mówiło kiedyś ze strachem w głosie. Kobiety stają się samotne
w małżeństwach, a samodzielne są bez mężów na głowie, bez ich matek, ojców, rodzeństwa,
babć i krewnych dalekich aż po horyzont. Bez awantur, bez zazdrości, bez strach przed zdradą. Święta bez latania po sklepach, bez mycia okien, prania firan i gotowania przez trzy dni. Wakacje, gdzie dusza zapragnie. Mężczyźni, jak przyjdzie ochota. I w domu można chodzić w szlafroku
albo na golasa, bez depilacji. To nie jest samotność, to wolność, dlatego Magdalena też tak chce.

To sprytne. Całe nasze życie jest przecież nastawione na kiedyś. Jeśli dziś nie mam czasu albo ochoty czegoś zrobić, zrobię to jutro albo kiedyś. Nie wyrzucę starych butów, bo kiedyś mogą się przydać.
To z pewnością dobra książka, na pewno ją przeczytam - jeśli teraz nie mam czasu, to kiedyś.
Kiedyś umrzemy, dlatego dziś na wszelki wypadek chodzimy do kościoła.

Teraz mówi, że możemy nadal spotykać się przy kawie lub herbacie, ale jak siedzieć przy stole
z kobietą, z którą chciałoby się leżeć w łóżku?  Cóż z tego, że proponuje mi przyjaźń?
Żadna przyjaźń kobiety nie zastąpi mężczyźnie ściągania z niej majtek.

Problem nie w tym, że jestem nieszczęśliwy, a w tym, że nie jestem szczęśliwy.

Kiedyś w sklepach sprzedawali wyroby czekoladopodobne, ale przynajmniej życie było prawdziwe. Teraz czekolada jest prawdziwa, życie - coraz mniej.

Zgodnie z moją obserwacją, człowiek ma w sobie tyle tęsknoty, że w każdej chwili może się zakochać. I to jest domniemanie miłości. 


czwartek, 23 października 2014

wtorek, 21 października 2014

A dziś, na przekór wszystkim, będę tkliwa

Może myślicie, żem dziecko, może nie powinnam. Ale nie przykładam wagi do tego, co mi wolno, a czego nie wypada. Dziś mam chcicę, dziś mnie nosi. Dziś nie chcę myśleć racjonalnie, dziś chcę czuć. Mocno i głęboko.
Jestem w kropce, wiecie?
Podobno urodziłam się nie w tym wieku, w którym miałam. Pasowałabym do czasów sprzed mniej więcej stu lat, gdy panowie byli gentelmanami, a kobiety to damy, delikatne i wymuskane. Gdy faceci byli tymi, którzy robili pierwszy krok, a ich wybranki jedynie nieśmiało się uśmiechały. Oni zabiegali, starali się, a one czekały w mimowolnym podekscytowaniu jak wysuszona ziemia przeczuwająca nadchodzącą porę deszczową.
Dziś mnie nosi. Pragnę się do kogoś przytulić, pocałować i pobyć. Tak zwyczajnie, po ludzku. Pobyć. Śmiać się i spacerować. Chciałabym, by ten Ktoś położył mi głowę na kolanach i bezgranicznie zaufał niby szczeniak, który po pobycie w schronisku trafia do kochającego domu. Niech przyprze mnie do ściany i szepcze do ucha słowa nieprzeznaczone dla uszu byle kogo. Wypatrzy mnie w tłumie i do czerwoności rozgrzeje jedynie wzrokiem. Zaskoczy, zachodząc od tyłu i obejmując w talii. Będzie za mną, przeciwko całemu światu, pobździmy o nic nieznaczących przygodach dnia codziennego i porozwodzimy się nad geniuszem Dostojewskiego.
Piszę o miłości, wiecie?
Miłość to przeżytek, tak mówią. Głównie ci starzy i zgnuśniali. I cynicy. I moja mama. Mówią, że motyle spotkam na łące, a nie poczuję w brzuchu. Mówią, że książęta byli w bajkach i już od dawien dawna nikt nie dosiada białego konia. Mówią, że powinnam przestać wierzyć w romantyczne historie i zacząć działać na własną rękę. Podejść, gdy się w Kimś zauroczę i zagadać jako pierwsza.
A ja się boję. Lękam się odrzucenia i wyśmiania. Nie chcę wyjść na pierwszą lepszą, która się wdzięczy. Nie chcę stać się jedną z tych panien, którymi gardzę. Lecz, Zofia, czy ładny uśmiech i "cześć" rzucone przechodząc obok, to od razu narzucanie się?
Chciałabym wierzyć w motyle łaskoczące w podbrzusze. Chciałabym zachłysnąć się drugim człowiekiem do szaleństwa. Zapomnieć o bożym świecie i o swoich uprzedzeniach. Chciałabym łapiąc go za dłoń, czuć dreszcze gwałtowne niczym wiosenna ulewa. Nie myśleć, nie analizować i nie przewidywać. Chciałabym poczuć, że żyję!
Nie boję się przyznać do tego, że jestem romantyczką, wiecie?
Tak! Marzę o miłości. O całowaniu się w deszczu i delikatnych muśnięciach obcych palców po moim ciele. O gorączce, która pojawia się, gdy mamy się spotkać. O tym, że jestem jego księżniczką, a on jest w stanie zrobić dla mnie wszystko. Chociażby...pożyczyć kurtkę, gdy zimno. Ale nie, nie po moim przypomnieniu - tak z samego siebie.
Nie proszę o zbyt wiele, chcę tylko kochać i być kochaną. Chcę to czuć i być pewną słuszności wyboru.
Ale czy miłość do szaleństwa istnieje? Czy motyle to rzeczywiście przeżytek? Kto powinien zrobić pierwszy krok - ona czy on? Jeśli ona - to w jaki sposób? Czy romantyzm już umarł, czy jeszcze są ludzie, którzy nie wstydzą się uczucia?

Czy moglibyście tych pytań nie traktować jako retorycznych i podzielić się swoją opinią? Proszę.

Nie bójmy się kochać!

Na życie słowo

Mój pierwszy odruch to doprowadzić cię do kresu wytrzymałości tylko po to, żeby zobaczyć, jak mocno będę musiał nacisnąć. Ale opieram się temu. Dlaczego... - Dlaczego to twój pierwszy odruch? Nie zamykasz się, kiedy czujesz strach, budzisz się. Widziałem. To fascynujące... - Czasem, po prostu... chciałbym zobaczyć to raz jeszcze. Chciałbym zobaczyć, jak się budzisz.








poniedziałek, 20 października 2014

Cute Is What We Aim For - Time


Na życie słowo

Masz fantazję, tryskasz pomysłami, wiesz, jak myśli ubrać w słowa. Brakuje Ci tylko jednego - mrówczej pracy. Po ukończeniu dzieła powinnaś nad nim posiedzieć, przeczytać od deski do deski, wyłapać błędy i je zapamiętać. Nic nie przychodzi bez ciężkiej pracy. Chcesz coś osiągnąć? To do rozbuchanej wyobraźni dodaj dziobanie i stworzysz cud!








niedziela, 19 października 2014

Na życie słowo

Jesteśmy ludźmi, kojarzymy i rozumujemy po ziemsku i wskutek tego możemy popełnić ciężkie błędy, przyjmując obce pozory za naszą prawdę, to znaczy układając pewne fakty w schematy przywiezione z Ziemi.







sobota, 18 października 2014

Moje na życie słowo

Czytając tego bloga, miejcie w pamięci jedno - moja wyobraźnia jest nader rozwinięta. Lubię fantazjować. W tekście o gitarzyście z zespołu i rozprutej wiewiórce prawdy było tyle, co na lekarstwo. Blondyn z ulicy pojawił się przelotnie, z rodziną mam lepsze i gorsze dni. 
Wiecie co? Mam skłonności do przesady. A gdy czasem powiem za dużo, to mi się obrywa. Niektóre tematy tabu jak widać są zbyt zakorzenione w kulturze, by dało się z nimi wygrać. Pytanie tylko - czy ja umiem trzymać buzię na kłódkę?

Dla każdego z nas kontrowersja znaczy co innego. Wolność słowa to tak naprawdę jedynie złudzenie. Na studia zamierzam wyjechać z tego zaściankowego kraju. Wyjechać i nie wrócić. Bo życie w Polsce jest przytłumione. Nie będę przepraszać za to, kim jestem, ani co myślę.

Nie cierpię, gdy ktoś każe mi się zmieniać dla dobra ogółu.









Taka dygresja, wybaczcie.

Jakim prawem TA miłość jest gorsza od innych?

Nazwijcie mnie idealistką. Oskarżcie o herezje. Obrzućcie kamieniami. Przyjmę te słowa ze spokojem. Nie będę co prawda stać spokojnie, ale zrozumiem Wasze oburzenie. W końcu żyjemy na tym, a nie innym świecie i niewiele co może mnie zdziwić. Zanim jednak wydacie osąd, przeczytajcie do końca.

piątek, 17 października 2014

Na życie słowo

Kiedy po raz pierwszy ktoś zacznie rozdeptywać ci palce, myślisz, że to nieprawda, a potem przychodzi zdziwienie, że człowiek może coś takiego zrobić z drugim człowiekiem. Ale nie bardzo masz czas to przemyśleć, bo właśnie oddają ci mocz na twarz i ty znowu myślisz, że to nieprawda,
że bo przecież ten człowiek rozkraczony nad tobą ma takie samo serce, nerki i ten sam wstyd