Zajrzyj do skrzynki pocztowej

Napiszę Ci list. Napiszę Ci co chcesz.

Kochani! Przepraszam, że nie piszę. Przepraszam, że po raz kolejny przepraszam i pewnie i tak niewiele się zmieni. Nie siedzę w kąc...

niedziela, 30 listopada 2014

Czego dowiedzieli się przebierańcy i dlaczego przestaniecie mnie lubić?

Część pierwsza
Część druga

Dziki wychodzi z szafy. Wstyd przyznać, ale on wcale nie zniknął, lecz zobaczywszy w drzwiach staruszka wyglądającego na szalonego czarnoksiężnika (Dzik mm bardzo bujną wyobraźnię
i zaczytuje się w fantasy), czmychnął do szafy, która stała zaraz za drzwiami. Teraz zmieszany wychodzi i siada wśród nas.
-No dobrze staruszku, to cóż to za historia, którą powinniśmy poznać? - Nieco drwiącym tonem pyta Beti, której nie w smak jest słuchanie jakiegoś wariata, który  jeszcze chwilę temu miał chęć mordu.
-Abym opowiedział wam ją od początku do końca, musielibyście siedzieć tu ze mną przez następnych parę dni, a z tego c wiem, nie tkwienie w jednym miejscu nie należy do ulubionego
z waszych hobby. Postaram się przekazać ją w możliwie najkrótszej wersji, ale nie pomijając najważniejszych szczegółów, dobrze?

środa, 26 listopada 2014

Co czekało na przebierańców w opuszczonym domu stróża?

Dla tych, którzy nie wiedzą - niedawno powstała pierwsza część tej historii.


-Wynośmy się! Co nas podkusiło, by tu przyjść i bawić się w dom jak dzieciaki?! Jesteście nienormalni!
-Beti, uspokój się! To tylko sowa - widzisz - tam za oknem na gałęzi? Ona przed chwilą wyleciała gdzieś z piętra poniżej. - Tomek uspakaja naszą panikarę, myśląc że to tylko kolejny z ataków jej histerii.

wtorek, 25 listopada 2014

Na życie słowo

Mnie się wydaje, że naprawdę zaczynamy mówić za dużo. Wszyscy mówią, mówią, tymczasem tak naprawdę, prawdziwe, warte wypowiedzenia myśli rodzą się trzy, cztery na epokę.






niedziela, 23 listopada 2014

Na życie słowo

Każdy z nas jest kimś niepowtarzalnym. Nie czyń siebie samego przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz.
Wolność to tylko jeszcze jedno słowo dla tych, którzy nie mają już nic do stracenia. Tylko dlaczego by ją odkryć, trzeba stracić wszystko?








sobota, 22 listopada 2014

Przebierańcy w opuszczonym domu stróża

Muszę się z Wami podzielić pewną nowiną. Od jakiegoś czasu coraz poważniej myślę o własnej książce. Moi przyjaciele mówią mi, że powinnam spróbować. Chyba w końcu ich posłucham.
To, co przeczytacie za chwilę, jest zalążkiem powieści, jedną z historii, która miałaby być w niej zawarta. Wkrótce przekonam się, czy to dobry pomysł.
Co o tym sądzicie?



Jest już ciemno. Jest już zimno. Jest już listopad. Ale jeszcze jest wesoło. Jeszcze umiemy się śmiać. Jeszcze lubimy ze sobą być. Padają słowa "idziemy stąd, gdzieś daleko?". Jest propozycja -
jest decyzja. Wychodzimy. Szemrane towarzystwo, powiedzieliby. Cztery nastoletnie pannice
i pięciu prawie dużych facetów. Udają dorosłych, idą przez ulicę, nie patrząc za siebie, zupełnie tak samo, jak idą przez życie. Nie boją się samochodów, porażki ich nie zniechęcają. Mają wielkie palny i marzenia, z wykonaniem bywa nieco gorzej, ale buta nadrabia każde braki. Zdają się być szczęśliwi. I to zasadniczo różni ich od Dorosłych, którzy z dnia na dzień popadają w coraz to większą melancholię i smutek. A oni, wbrew wszystkiemu, zamierzają się cieszyć i grać nieszczęściu
na nosie. Bo mogą. Bo chcą. Bo im wolno.

środa, 19 listopada 2014

Na Życie słowo

Ja­kie dziw­ne jest życie! Spie­szno nam od­trącić ten właśnie pa­lec lo­su, o które­go względy zamierzaliśmy się starać. *

If U know what I mean.









poniedziałek, 17 listopada 2014

Na życie słowo



Panna Migotka wzięła Muminka za łapkę i powiedziała:

-Obiecuję w każdym razie, że póki ty się nie boisz, to i ja nie będę się bała.

Nie bój się, Muminku. Ja nikomu nie powiem.








niedziela, 16 listopada 2014

On - podstarzały Pan, ona - niewinne dziewczę


Od paru dni chodzi mi po głowie i znaleźć drzwi wyjściowych nie może pewna historia. Znacie "Lolitę" Nobakova? Myślę, że tak, a nawet jeśli jej nie czytaliście i nie wiedzieliście filmu,
to na pewno wiecie, o co w niej chodzi. Po krótce - jest to opowieść o miłości dorosłego, dojrzałego 
i doświadczonego mężczyzny do nieletniej dziewczynki. Co tu dużo mówić - historia jest tragiczna, nieszczęśliwa, a jednak uczucie, którym mężczyzna darzy tę niewiastę, jest prawdziwe i nieczęsto spotykane. Młoda świetnie wykorzystuje sytuację i bawi się kochankiem, lecz on na wszelakie
jej zachowania przymyka oko - kocha ją szalenie. 
Jest to miłość niezwykła, niecodzienna i na pewno dla wielu - gorsząca. Niemoralna. Nienormalna. Niedopuszczalna. A jednak trwa.

Parę dni temu sięgnęłam po nią po raz kolejny i do teraz nie mogę przestać myśleć.

Jehro - I want love


czwartek, 13 listopada 2014

Homo... Człowiek Pędzący

Dziś szłam przez park. Kolejny szary listopadowy dzień mijał bezpowrotnie, nigdy już go nie przeżyję. Nigdy już nie potknę się o kamień w drodze do szkoły o 7.23, nie uśmiechnę się na ulicy
do jakiejś blondynki, która, choć to dziwne, wydawała się mnie skądś kojarzyć. Nie założę już nigdy w tej a nie innej sekundzie włosów za ucho, nie zaśmieję się z nieudolnego żartu koleżanki.
To wszystko już minęło, minęło i nie wróci. A jednak nie żałuję ani jednej chwili. Nawet tej, kiedy szłam przez most i wyobrażałam sobie, jak ktoś w niedalekim czasie rozsypuje moje prochy nad wodą. Nie żałuję porannych łez, ani popołudniowej miłości. 

Dziś spacerowałam po łące. Po łące w centrum miasta. I mijając kaczki na stawie i parę staruszków przycupniętych na ławce, spojrzałam w niebo. I wiecie, co ujrzałam? Spokój i ciszę. Ujrzałam ukojenie. I coś sobie uświadomiłam. Mają rację ci, którzy mówią, że nasze pokolenie i pokolenie naszych rodziców to ludzie pędzący, Pędzący za karierą. Pędzący za pieniędzmi. Pędzący za sławą. Pędzący za czasem, który ucieka im przez palce. Wyładnione palce pełne zawiści i zazdrości wobec sukcesu innych. Nie pamiętają o szczęściu, o rodzinie i o wartościach ponadziemskich. Duchowych rozkoszach. O tym, jak cudownie jest zamknąć oczy i pomarzyć. A później te marzenia przełożyć
w czyn. Wyścig szczurów jest dziś ważniejszy niż niedzielne wyścigi konne na Torwarze, które
są niezaprzeczalnie bardziej kształcące społecznie. Oni biegną na autobus, biegną do biura, w biegu jedzą obiad, oni w biegu przeżywają życie. Idąc ulicą, spoglądają pod nogi, by nie patrzeć innym
w oczy - a nóż znaleźliby w nich odbicie swoich skrywanych lęków, bólu i tęsknoty? Tęsknoty 
za miłością i za bliskością. Mało kto bowiem zna te uczucia - idziesz z kimś do łóżka, by się zabawić, nie dlatego, że kochasz. Bzykasz się z kimś w toalecie w pubie i wmawiasz sobie, że było Ci dobrze. Może i było...podczas orgazmu, a później? A później łapiesz się na tym, że nie wiesz nawet, jak na imię miała osoba, z którą go przeżywałeś. Co w tym dobrego? Co w tym ładnego? Wpychanie komuś języka do ust, bo tak "jest fajnie"? Proszę Was...
Nie będę się tu rozdrabniać nad tym zagadnieniem, bo to temat na bardzo długi post, może kiedyś.

Wracając do początku. Oni biegną, biegną, biegną, patrząc na swoje stopy i nigdzie dalej. Nikt już nie podnosi głowy. Nikt nie spogląda w Słońce, nie zważa na Gwizdy i Księżyc. Nie pamięta, że nad nim rozciąga się srebrzysta połać nieba. Ja też dziś przechyliłam głowę przez przypadek - po prostu chciałam się przeciągnąć. I zamarłam. I stałam tak, z wysoko podniesioną głową, przez długie minuty. Po raz pierwszy od paru dni nie myślałam, nie biłam się ze swoim umysłem i rozsądkiem. Stałam z rękoma w kieszeniach i uśmiechałam się do siebie. Wreszcie nie biegłam. Stałam tam 
i wyobrażałam sobie, że latam. Że unoszę się ponad ziemią i obserwuję wszystko z góry. Wreszcie byłam wolna.
I coś jeszcze przyszło mi do głowy. Muszę się Wam z tego zwierzyć. Wypisuję się z wyścigu. Skreślcie mnie.
Wybieram wolność. Wolność, niezależność, samozadowolenie i przyjaźń. Pieprzę Was i Wasz pęd. Pieprzę Wasze wymogi i oczekiwania. Pieprzę bycie najlepszym. Chcę być najszczęśliwszym. Jakoś to będzie.

Do napisania.

środa, 12 listopada 2014

Dzisiejsza przeszłość

Patrzyłam cały dzień na telefon, jakbym samym patrzeniem umiała zmusić go do obudzenia się 
i zabrzęczenia. Tak spoglądając na niego co jakiś czas, uświadomiłam sobie pewną rzecz. Nie po raz pierwszy. Nie mam nikogo, z kim mogłabym pogadać. Zwierzyć się. 

Nikt mnie nie zna takiej, jaką ja siebie postrzegam, ponieważ nikomu o tym nie mówię. Niektórymi rzeczami po prostu nie należy się dzielić. Miałam w życiu jednego wydawałoby się prawdziwego przyjaciela. Ale i on po jakimś czasie odwrócił się ode mnie plecami. Ludzie uciekają. Odchodzą. Wszystko przemija. Nic nie dzieje się bez przyczyny i zawsze znajdzie się coś, by to zmienić. Kiedyś myślałam, że każdy jest do mnie podobny - ufa, otwiera się, rozumie, jest lojalny i cholernie oddany. Myliłam się,rzadko kiedy trafia się taki imbecyl. Może zabrzmi to górnolotnie, ale życie mnie doświadczyło, "poznałam się" na ludziach i wychodzę z założenia, że coś takiego jak przyjaźń nie istnieje, że to tylko złudzenie. 

Ale patrząc na to, co się z nami dzieje chyba powinnam zmienić tok myślenia. To nie będzie łatwe. Dobrze mi w mojej skorupie. Jednak mimo że samotność to niezmierzona dobroć i coś, co kocham 
na równi z mamą, to od czasu do czasu chciałabym z kimś zamienić dwa słowa. Wstaję, dochodzę  do drzwi o pytam wtedy samą siebie "Dokąd pójdziesz? To, co chcesz powiedzieć nigdy nie dotrze do niczyich uszu. Wróć. Zaparz herbatę, zajmij czymś myśli" Nic nie trwa wiecznie, ale fajnie jest mieć do kogo gębę otworzyć. Zawsze gdy kogoś poznaję i powolutku ta powierzchowna znajomość zaczyna przemieniać się w coś więcej, ja wolę wycofać. 
Pamiętam sytuacje z przeszłości. Moje dobre i złe decyzje, postępowania, uczynki. Wolę usunąć się w cień i chwilę pocierpieć niż sprawić, żeby ktoś musiał płakać przez mnie. Myślę, że mogę powiedzieć, że zraniłam tyle ludzi, ile razy mnie zraniono. Nie otwieram się. Bo i po co? Cały czas radziłam sobie sama, czasem bywało ciężko, ale zawsze mogłam udawać, że to, co mnie gryzie mnie nie dotyczy i zająć się czymś innym. Gdy łapał mnie dół, przeogromny i ciągnący w zionącą pustką przepaść, szybko zawracałam swoje myśli na inne tory i już było dobrze. Wycofując, zapominam, 
że ta osoba też się angażuje. Tak jest lepiej, w to wierzę. Po co mi ktoś bliski, skoro jestem samowystarczalna? 
A jednak tego chcę. Muszę Cię tylko ostrzec - mam wrażenie, ba! wiem to. Gdy już się do kogoś zbliżę, chciałabym mieć go przy sobie, cały czas o nim myślę, łaknę jego obecności. Bywam nachalna, nieustępliwa. Ale...walczę z tym, nie bój się. Musisz mi wybaczyć, że się nie przytulam. 
Ja nie czuję takiej potrzeby, do nikogo. Tylko czasami, jak ten pingwin - podchodzę do mamusi 
i kładę jej głowę na kolanach. Po minucie mi mija i już w ogóle nie potrzebuję czułości. Nie też 
o swoich uczuciach. Nie odpowiadam na wyznania. Każde takie słowo może obudzić nadzieję, a że nic nie trwa wiecznie i cały czas następują zmiany, to pewnego dnia może minąć, a one będą jak niespełniona, złamana obietnica dana najdroższej osobie. A ja dotrzymuję słowa.


Te słowa napisałam w marcu tego roku do człowieka wówczas bardzo mi bliskiego. Wczoraj, 

w przypływie pewnych bliżej nieokreślonych emocji do nich wróciłam. I ze zdumienia aż się zachłysnęłam. Ileż to się może zmienić przez dziewięć miesięcy. To tyle, ile kobieta chodzi  ciąży, tyle ile wystarczy by z okruszka stał się człowiek. By z pojedynczej istoty wykształcił się mały człowiek z uczuciami i rozumem.
Coś niesamowitego, prawda?

Dzisiaj nie mogłabym tak napisać. Dziś prawdziwy jest tylko ostatni akapit o mojej dotykalskiej oschłości. Na razie, zdaje mi się.


Dziś mam do kogo gębę otworzyć, dziś mam ludzi za których mogłabym się dać pokroić i wiem, 

że oni zrobiliby to samo. Dziś nie łaknę miłości, bo mam jej w nadmiarze. Dziś jestem szczęśliwa, 
bo spełniają się moje marzenia, a smutki dawno już temu odeszły w zapomnienie. Dziś wiem, 
że na przyjaciół można liczyć, wystarczy tylko trafić na tych właściwych, a nie udawanych. 
Czuje się dobrze w mojej skórze, podejmuję decyzje w zgodzie ze sobą i mimo że możliwe, 
iż za parę lat będą wydawały mi się skrajnie niemądre i nierozsądne, to na ten czas jestem z nich dumna. Nauczyłam się, że w życiu nie można odkładać niczego na później i bać się, co też ktoś obcy może o Tobie pomyśleć. Przez takie działania traci się jedynie czas i marnuje chwile, które mogłyby być najwspanialszymi z najwspanialszych. 
Wiem, że jestem wielką romantyczką, idealistką i marzycielką. Wiem to. Wiem, że nie umiem myśleć przyszłościowo i realnie spojrzeć na świat. Wiem, że wiele razy jeszcze poczuję rozczarowanie i ból, ale nie boję się tego. Ponieważ teraz jest dziś i to dziś podoba mi się najbardziej ze wszystkich.

I Wam również tego życzę. Miłego dnia.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Na życie słowo, a może nie...

Cisza i spokój. Ulotność chwili. Czas. 
I tylko te niespokojne myśli nie dają zapomnieć, nie dają spać. 
Wszystko już było. Wszystko nadejdzie.
Co jeśli poza tym co było, niczego nie będzie?

Jeszcze nie razem, a już osobno.
Bez dotyku i lęku. Z niekłamanym ogniem.
Lepkie usta. Pocałunek. I koniec, twarde nic.
Samemu źle. A co z tym uczuciem? Co z nim?








niedziela, 9 listopada 2014

Na życie słowo

Najciężej jest ruszyć. Nie dojść, ale się ruszyć. Bo ten pierwszy krok nie jest krokiem nóg, lecz serca. To serce najpierw rusza, a dopiero potem nogi zaczynają za nim iść.


Ale gdy już się ruszy, to nie ma czego żałować.







czwartek, 6 listopada 2014

"A moi Wyjątkowi..."*



*Jakiś czas temu na blogu ukazał się wpis gościnny. Dzisiaj chciałabym zaprosić Was na kolejny, pisany prze wspaniałego człowieka. Zapraszam!


Postanowiłam napisać odpowiednik poprzedniego posta. Z góry przepraszam za ewentualną chaotyczność wypowiedzi, w końcu była pisana pod wpływem emocji i w dodatku w kwestii kunsztu pisarskiego nie dorastam poprzedniczce do pięt. No, może do kolan.

Moi Wyjątkowi, moje motory życia

Mam w głowie taki obrazek sprzed stu lat. Opatulona w koc siedzę cichutko na łóżku, girki
w skarpetkach w żaby chowając pod pledem. Obserwuję to, co dzieje się na podłodze. Boję się oddychać, gdyż mam wrażenie, że gdy tylko westchnę zbyt głośno, zaraz skończy się mój raj
i zostanę wyrzucona za drzwi. A tego za żadne skarby bym nie chciała! W końcu zostałam dopuszczona do świata Dorosłych! Nie mogę zaprzepaścić takiej szansy.
Oto bowiem siedzi przed mną wielka Czwórka, moi ówcześni idole. Siedzą na perskim dywanie,
w tle po cichu leci Hey i Nosowska śpiewa o sowie. Rzucone w kąt kostki mają na klapach te same badziole i naszywki. A Oni siedzą i grają na gitarach. Jeden, z czarnymi włosami prawie do pasa, siedzi obok kaloryfera i próbuje wytłumaczyć kolegom sens słów Vicotra Hugo w "Nędznikach", drugi ze złotą grzywą stroi gitarę i z niepokojem patrzy na drzwi, bo a nóż ktoś przyłapie
go z papierosem w ustach. Kolejny, zatopiony w swoich myślach, gada od rzeczy i próbuje rozweselić dziewczynę na przeciwko. Ona jednak, z burzą kruczoczarnych loków, naburmuszona spogląda w dal. Co to za jedni, zapytacie pewnie. To moja ciotka ze swoją paczką przyjaciół. Z trójką najlepszych. O bogowie...jaka ja byłam w nich zakochana! Przystojni, szczerzy, weseli, traktowali mnie jak równy z równym i mimo tego, że byli w liceum (co za staruchy, myślałam wówczas) zawsze znaleźli dla mnie czas. Graliśmy w skojarzenia albo w "ostatnią literę". Czasami też udawało mi się namówić Kaśkę, by pozwoliła mi posiedzieć z nimi. "Będę cichutko, obiecuję!" krzyczałam na zachętę. A ona się zgadzała. W takich chwilach niczego więcej nie było mi potrzeba do szczęścia. Właziłam pod koc, podpierałam brodę na rękach i wlepiałam rozmarzone ślepia w tę wspaniałą czwórkę. Kostek, Kołek, Marian i Kacha, ideały.

Na życie słowo

Tyle szczęście, w ile uwierzysz
Tyle złota, ile uniesiesz
Tyle cukru, ile goryczy
Tyle z życia masz, ile dasz







niedziela, 2 listopada 2014

Święto, święto i amen w pacierzu

"Zbliża się pierwszy listopada, na ulicach coraz więcej straganów ze zniczami, a w sklepach zaległa najmodniejsza odzież jesienno - zimowa. Idzie Święto Zmarłych! Dzieciaki, wychowywane na wzór Zachodu, malują swoje pyszczki na pomarańczowo,szaro i czarno i wyruszają w świat, by straszyć
i zbierać cukierki od drzwi do drzwi. Niektórzy będą na młodych krzywo patrzeć, staruszkowie
z oburzeniem pogrożą laską. A już wszyscy na pewno następnego dnia udadzą się w odwiedziny
do rodziny z podziemia.
Będą płacze, lamenty i kazania pana w czarnej kiecce. Będzie ból i wspominki. Będzie zimno,
więc nowy płaszcz okaże się jak znalazł. Będą plotki i oszczerstwa rzucane pod adresem rodziny spod pobliskiego grobu. A później rodzinny obiad i powaga ziejąca hipokryzją, upominanie najmłodszych za złe zachowanie przy jednoczesnym obmawianiu nieumytego auta sąsiadów
spod piątki."