Zajrzyj do skrzynki pocztowej

Napiszę Ci list. Napiszę Ci co chcesz.

Kochani! Przepraszam, że nie piszę. Przepraszam, że po raz kolejny przepraszam i pewnie i tak niewiele się zmieni. Nie siedzę w kąc...

środa, 31 grudnia 2014

Na życie słowo. O głupocie samobójstwa słów parę.

Zwalić by można się z nóg 


Co rusz, 
Co krok. 

Co noc, 
To szloch 
I rozpacz. 

Ale czy warto? 
Może nie warto? 
Chyba nie warto... 
Raczej nie warto. 
Nie, nie - nie, nie warto. 
Nie, nie - nie, nie warto. 

Zginąć by można jak nic: 
Do żył 
Jest nóż. 

Lub w dół 
Na bruk 
Z wysoka. 

Ale czy warto?... 

Jechać by można do miast 
Lub w las, 
Na błoń. 

Na koń 
I goń 
Nieboskłon. 



Ale czy warto?...



Na pytanie zadane w jednym z lepszych utworów ukochanego zespołu - Starego Dobrego Małżeństwa - odpowiem bez wahania - nie warto!
Śmierć, samobójstwo są łatwe. Najlepiej byłoby zamknąć oczy i nigdy więcej nie ujrzeć zniszczenia tego świata. Nie musieć już ani razu oglądać nieprzyjaznych twarzy, smutku małych dzieci i złości niektórych z ojców, wujków czy ojczymów. Ale czy warto odchodzić z tego ziemskiego padołu
i uciekać od problemów zamiast stawić im czoła? Nie warto. 

Kuba Nycz śpiewał kiedyś, że "każdy dobry uczynek zostanie dwa razy ukarany".  Nie wiem, może to prawda. Ale patrząc na rachunek prawdopodobieństwa, istnieje spora szansa, że kiedyś odnajdzie nas szczęście. Ludzie, którzy odbierają sobie życie, nie są godni podziwu, wziąć nóż do żył
to żadenwyczyn. Wyczynem jest żyć i używać noża do krojenia warzyw i siekania cebuli. Samobójcy odbierają sobie prawo do szczęścia i lepszego życia. Nie mają szansy zaczekać parę chwil 
i skosztować ambrozji świata, jego dobrych stron.
Nie raz i nie dwa przechodząc nad rzeką i spoglądając w dół z mostu, wyobrażałam sobie, że lecę w dół, dotykam tafli wody, mącę ją i znikam na zawsze pod powierzchnią. W chwilach zwątpienia i całkowitej beznadziei to jedyne, co miałabym ochotę uczynić. Jednakże nawet najwięksi ponuracy, jak ja swojego czasu, mogą się uśmiechnąć i docenić życie. Ostatnio idąc przez most z dwojgiem najwspanialszych ludzi na świecie, pragnęłam tańczyć, śpiewać. Wokół nas lało, istne oberwanie chmury, a ja chwyciłam go za dłoń i zaczęłam kręcić piruety. Nie, nie miałam ku temu żadnego konkretnego powodu. Po prostu - rozpierała mnie niepohamowana energia i szczęście. Jeszcze nie tak dawno nie sądziłam, że można cieszyć się ot, tak zwyczajnie - z niczego. Być podnieconym na samą myśl ujrzenia kogoś, kogo widziało się dzień wcześniej, ale do kogo już serce ucieka.
Niektórzy mają zły dzień, inni - zły tydzień, a jeszcze inni - pół życia. Ja z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że zaliczałam się do tej ostatniej grupy. Wiele wydarzeń nałożyło się na siebie i przez kilka lat nosiłam w sercu ogromny smutek. Nie przyznawałam się do niego nawet przed sobą,
ale mimo
to, obezwładniające uczucie kładło się cieniem na całym moim życiu. Nie umiałam dostrzec piękna, które mnie otaczało, ani dobroci, którą emanowali inni ludzie wokoło. Byłam zgorzkniała. Miałam naście lat, a zachowywałam się nieraz jak stara, doświadczona życiem kobieta. Nic mnie nie cieszyło, nikogo do siebie nie dopuszczałam. Wieczorami siedziałam i patrzyłam
w ścianę i wierzcie mi, nierzadko myślałam o tym, by iść do kuchni i wziąć nóż. Nie wiem, co mnie od tego powstrzymywało. Chyba ból. Nienawidzę bólu. Psychiczny jestem w stanie znieść, nieraz przetrwałam chwile, gdy inni dawno by się poddali. Ale fizycznego się boję. Gdy oglądam film
i nagle któryś z bohaterów zostaje ugodzony, ja w miejscu jego rany czuję ból na moim ciele.
To naprawdę piekielnie nieprzyjemne uczucie...
Nie zrobiłam tego, raz tylko nacięłam sobie skórę, ale to jedynie dlatego, że chciałam udowodnić sobie, że dam radę. Nie rzuciłam się z mostu, nie powiesiłam na gałęzi, nie łyknęłam tabletek. Żyję.
I muszę się z Wami czymś podzielić - to jest dobre życie. Dopiero parę miesięcy temu zaczęłam żyć, a nie istnieć. Cieszę się z tego, co mam, a z dnia na dzień mam coraz więcej. Dojrzałam, poznałam ludzi, którzy nauczyli mnie takiego, a nie innego spojrzenia na świat.
Teraz, leżąc wieczorem w łóżku nie płaczę i nie patrzę w ścianę. Dziś z rozrzewnieniem wspominam minione dni i snuję plany na przyszłość. I robię to z nadzieją. Z nadzieją, którą jeszcze pół roku temu wyśmiewałam. 
Jeśli zapytacie mnie o środek na szczęście, to nie dam Wam odpowiedzi. Nie wiem, co sprawiło,
że tak się zmieniłam. Kolejne zbiegi okoliczności, przeczytane książki i obejrzane filmy otworzyły mi oczy na dobre strony ludzkiej egzystencji. Zaczęłam cieszyć się życiem. 
Od jakiegoś czasu wraz z kolorem i długością włosów rozwijam w sobie zdolność do szczęścia
i radości płynących z każdej chwili. I to jest cudowne uczucie, wierzcie mi.
Z dłonią na sercu mogę powiedzieć, że każdy zły moment kiedyś minie. Nawet jeśli zdaje Ci się,
że jesteś na samym dnie, to uwierz mi - nadejdzie kiedyś taki moment, że powstaniesz jak Feniks
z popiołów. Jeszcze zaświeci dla Ciebie słońce. Most nie będzie już "tym" mostem, a miejscem
z którego pięknie widać podwodny świat. Nóż będzie kroił ciasto, a nie nadgarstki. Ból będzie bólem zęba i niczym więcej. Zapewniam Cię - świat jest pełen niespodzianek i zakrętów losu. Nigdy nie jest tak źle, by nie mogło być lepiej. Daj czasowi czas. Zaczekaj.
Do napisania,
Z.











sobota, 27 grudnia 2014

Dziennik kłamliwy

Słyszeliście kiedyś o pamiętniku nieprawdziwym, pisanym z fantazji i bez szczerości? Z nutą niepewności i niedomówienia? Dzienniku, który ciekawi, prowokuje i nie opuszcza głowy? Notatniku z sytuacjami, które się nie wydarzyły, jednak brzmią realnie i możliwie? Słynnego artysty, pisarza, który lubił szokować i wzbudzać kontrowersje?
Nie? Ja też nie. Ale jestem pewna, że ktoś kiedyś napisał nieszczery i fantazjujący dziennik życia.
To musiało już mieć miejsce. A jeśli nie miało, to będę pierwsza.


Tutaj nic nie będzie prawdą. A może jednak nie? Będę plątać, płakać i śmiać się. Czy będzie tam fantazja? A będzie. Czy dużo? Bardzo. Czy wszystko? Nie.





czwartek, 18 grudnia 2014

Na życie słowo

Pisane to sposób aby zastanowić się nad każdym przeżytym dniem – co się robiło, jakie przychodziły myśli. Ważne w pisaniu jest wybrać i utrwalić jakiś szczegół – bodaj jeden, bo inaczej dzień upłynie bez zaczepienia. Chodzi o tworzenie zaczepów czasu, aby dzień nie prześlizgiwał się po jego powierzchni bez śladu.







John Lennon - Imagine


wtorek, 16 grudnia 2014

Na życie słowo, ale przede wszystkim - jak ważna jest rozmowa?

"Wiesz równie dobrze jak ja, że kluczem do udanego związku jest umiejętność rozmowy. Wszyscy się kłócimy, wszyscy padamy ofiarą nieporozumień, ale najważniejsze to umieć ze sobą rozmawiać. Nie można pozwolić, by wzajemne żale zamieniły się w mur nie do przebycia." 


Wiecie, to prawda. Szczera prawda. Zawsze mówiłam, że ja nie kłócę się z ludźmi, mi się po prostu drogi rozchodzą. I to niestety była prawda, ja nie umiałam, nie chciałam, może bałam się rozmawiać. Zaprzepaściłam przez to wiele znajomości - przez nieporozumienia i głupoty. Zniszczyłam przyjaźń, odeszłam od ludzi, którzy na to nie zasługiwali. Po paru latach zrozumiałam, że nie tędy droga.

niedziela, 14 grudnia 2014

Słowo o "Małżu" Dzido i uśmiechu karierowiczów generacji igrek

Jakiś tydzień temu po raz nie wiem który buszowałam po internecie w poszukiwaniu książek, mających spełnić moje coraz bardziej wygórowane oczekiwania. Jako że przez parę ostatnich miesięcy diametralnej zmianie ulegały moje priorytety i wykoleił się pociąg do Wiecznego Wyścigu Szczurów (o czym nieco szerzej pisałam tu), zaczęłam poszukiwać literatury nieco odmiennej
od czytanej dotychczas. Pragnęłam czegoś niekonwencjonalnego, kontrowersyjnego, o wolności, zepsuciu tego świata i ogólnym znudzeniu współczesnością, o tym, co sama ostatnio czuję. A czuję nudności za każdym razem, gdy muszę się do kogoś ładnie uśmiechnąć, bo wymaga tego ode mnie niepisana etykieta. Paluszków nie czuję od nadmiaru komplementów, które powinnam prawić
pod każdym zdjęciem na fejsie; oczy mnie bolą od kiczu i tandety, wszechobecnej w ubiorze
i zachowaniu większości ludzi. Dokąd Wy tak lecicie? O czym rozmawiacie? Nie obchodzą mnie Wasze miałkie gadki o pogodzie i najnowszych przecenach w H&M. Bzykałaś się? Bosko,
ale zachowaj to dla siebie. Nie możesz doczekać się świąt? To idź do domu i umyj okna, może nieco zgaśnie Twój entuzjazm, wbrew pozorom nie zaraźliwy a irytujący.



Nie będę ładna, uśmiechnięta i milusińska. Będę sobą. Z czasem różowymi, a kiedy indziej rudymi włosami; z "Lolitą" albo "Kamasutrą" pod pachą; z nieogolonymi nogami w zimie; z dwóją z chemii, bo nie obchodzi mnie to, co się dzieje z alkoholami pod wpływem...różnych wpływów. Nie będę uczyć się na fizykę, skoro mnie ona nie kręci, nie potrzebuję wiedzieć, w jaką stronę satelity pędzą po orbicie i którego wzoru powinnam użyć, by obliczyć wartość tego ruchu. Jestem humanistką, skupiam się na nauce języka ojczystego, obcych i historii. Bo to mnie kręci, nęci, ciekawi. Nie znajdę pracy, mówisz? Znajdę. Nie będę miała pieniędzy w pracy, która mi się nawinie? Nie urodzę dzieci, więc pieniądze nie stanowią problemu. Jak to nie urodzę dzieci?! A tak to. Nie lubię ich. Dzieciaki stają się dla mnie znośne z momentem szesnastych urodzin co najmniej. A gdzie Matka Polka i Kura Domowa? Idź do kurnika, może znajdziesz. A miłość, ślub i małżeństwo, wspólne konto? Pierwsza owszem istnieje, choć wiele trzeba przeżyć, by ją odnaleźć i zrozumieć, że to właśnie "to".
Co do hajtania się - ktoś mądry powiedział kiedyś, że obrączka to pierwsze ogniwo łańcucha.
A ja cenię sobie wolność. Denerwuję się nawet wtedy, gdy ktoś proponuje mi zrobienie kanapki,
bo to uwłacza mojej osobie.

Z punktu widzenia ewolucji jestem społeczeństwu zbędna - nie zostawię po sobie niczego - nic,
ani genów, ani cech. Nie rozmnożę się, nie będę celebrować kolorowych świąt wśród starych spróchniałych ciotek, znienawidzonej teściowej co to tylko ręcznie lepione pierogi uznaje
za zjadliwe, choć te moje to i tak za suche wyszły. Nie polecę na Majorkę na dwa tygodnie all-inclusive po to, by pięknie pachnieć i wyglądać na przybasenowym leżaku. Nie wezmę udziału
w grze o stołki w ekskluzywnej firmie maklerskiej, zostając po godzinach, po weekendach
i po wakacjach. Nie!
Będę kląć na sztucznie uśmiechniętą kasjerkę w sklepie, wykłócającą się o dwa grosiczki. Domaluję markerem wąsy panience po fotoszopie na jednym z billboardów. Uśmiechnę się na ulicy starszemu panu i pomogę mu zanieść siatki pod drzwi ciasnego mieszkanka, na które ledwo co wystarcza
z emerytury. Zamieszkam na strychu jakiegoś domu w Camden Town, gdzie pośrodku pokoju stanie wanna na lwich nogach, a obok niej łóżko dla Amelii - własnej, osobistej świnki wietnamskiej
z białym uchem. Tak!
Moje życie będzie pokręcone i nienormalne. Czasem nie będę miała na podpaski, ale zyskam
co innego - wolność, niezależność i spokój ducha.



Ale...miało być o "Małżu". I powiem tylko parę słów. Genialna książka dla tych, którzy myślą jak ja. A oto kilka cytatów:


środa, 10 grudnia 2014

Na życie słowo


Dziś przeważna część ludzi umiera na epidemię zdrowego rozsądku. 
Za późno poznajemy, że jedyną rzeczą,

której nie należy żałować, to nasze błędy.


Mamy mało wiosen na karku, jesteśmy szaleni. Nastu lat nie stworzono po to,
by siedzieć w domu i wyczekiwać na wielkie BUM. My mamy sami stwarzać warunki 

do tego, by świat śmiał się z naszych pomysłów. Jesteśmy tylko ludźmi, 
młodymi i pełnymi życia i werwy. Tego czasu nie zabierze nam nikt, 
nikt go też nie cofnie, więc wyciskajmy go jak cytrynę - 
do ostatniej kropli. Kto powiedział, że ma być nudno, szaro i ponuro? Nikt! 
Pamiętajcie - świat jest dla nas, a nie my dla świata.
Ważne jest tylko to, by działać i decydować w zgodzie z własnym sumieniem i przekonaniami. 
Bo szacunku do siebie i zaufania do bliskich także nikt nie jest w stanie zwrócić,
gdy odejdzie. 

Umiejmy spojrzeć sobie prosto w oczy i powiedzieć "jest mi dobrze, nie jest źle".

Do napisania,

Z.








poniedziałek, 8 grudnia 2014

Na życie słowo

Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą czułość w nieczułości świata, za niepewność - wśród jego pewności
za to, że odczuwacie innych tak jak siebie samych zarażając się każdym bólem
za lęk przed światem, jego ślepą pewnością, która nie ma dna
za potrzebę oczyszczania rąk z niewidzialnego nawet brudu ziemi
bądźcie pozdrowieni.


Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za wasz lęk przed absurdem istnienia
i delikatność niemówienia innym tego co w nich widzicie
za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością
za realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego,
za nieprzystosowanie do tego co jest a
przystosowanie do tego co być powinno
za to co nieskończone - nieznane - niewypowiedziane
ukryte w was.


Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą twórczość i ekstazę
za wasze zachłanne przyjaźnie, miłość i lęk
że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami.


Bądźcie pozdrowieni
za wasze uzdolnienia - nigdy nie wykorzystane -
(niedocenianie waszej wielkości nie pozwoli
poznać wielkości tych, co przyjdą po was)
za to, że chcą was zmieniać zamiast naśladować
że jesteście leczeni zamiast leczyć świat
za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę
za niezwykłość i samotność waszych dróg
bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi.








niedziela, 7 grudnia 2014

Na życie słowo

"Zadzwoń do mnie, gdy będziesz gotów i jeśli jeszcze będziesz mieć choć trochę sił. Przyjadę
i pozbieram Cię z kawałków, jeżeli jeszcze coś z Ciebie zostanie."


"-Wie pan, któregoś dnia budzi się pan rano i uświadamia sobie nagle, że wszystkie pociągi już odjechały.
-Zawsze jest jakiś pociąg, do którego można jeszcze wsiąść. Zawsze."


Pewnie nie widzicie związku między tymi dwoma cytatami, którymi chcę się dzisiaj z Wami podzielić. To ja Wam powiem, co je łączy. Oba są o nadziei. O tym, że któregoś dnia budzimy się ze świadomością, że jesteśmy na samym dnie, że pod nami nie ma już nic, że niżej nie mogliśmy już upaść. O tym, że życie pełne jest wzlotów i upadków, że nic nie trwa wiecznie - ani rozdzierający smutek, ani obezwładniająca radość. 
Tego dnia, gdy budzimy się upodleni i nic niewarci, trzeba zebrać się w sobie. Chwycić byka za rogi i stoczyć z nim walkę o życie. O siebie. O wolność. O spełnienie. 
Nie da się użalać nad sobą przez nieskończoną ilość godzin i dni. Niektórym wystarczy jedno popołudnie, innym pół roku, ale każdy kiedyś się podniesie. 
Ważne jest to, by kochać siebie i w natłoku myśli i złych uczynków, nie stracić ani cząstki z własnej duszy.
I tego właśnie Wam życzę w to niedzielnie południe. Byście umieli otworzyć oczy i wstać. Otrząsnąć się ze zła i żyć dalej. Bowiem życie to największy dar, który nam dano.


Cieszcie się.

Do napisania,
Z.










czwartek, 4 grudnia 2014

Ej Wy, Bezdusznicy - jak Wasza dobroczynność?

Mam zły dzień. Nic mi się nie układa, ale wiesz co? Nawet gdy na Twoim niebie są same burzowe chmury, to wiedz, że ktoś bliski, a może nawet zwykły zbieg okoliczności, potrafi sprawić, by choć  na moment wyszło słońce. Miałam dziś wolne popołudnie i wyszłam z przyjaciółką na spacer. Dziwnym trafem dotarłyśmy do ronda w centrum miasta. W końcu zostały tylko trzy tygodnie
do świąt (sic!), więc cały świat mieni się lampkami i neonowymi reniferami. Nie inaczej było
na skwerze. Wyobraźcie sobie - postawili tam choinkę, która nie dość, że zdaje się lewitować
w powietrzu, to jeszcze ubrana jest w różowe, pastelowe i bordowe bombki, a do tego ozdobiono ją landrynkowymi flamingami i pelikanami. Nic mnie już nie zdziwi...
Ale nie o tym chciałam dziś napisać. Zbliża się gwiazdka, a wraz z nią - natłok reklam o ubogich, bezdomnych, potrzebujących, którym trzeba pomóc, wpłacić, okazać serce i wyłowić człowieka
z człowieka. Tu 1%, tu świąteczna paczka, tu zbiórka żywności, ubrań i zabawek. Jest grudzień, jesteśmy dobrzy - chciałoby się krzyczeć.
A ja Wam coś powiem, dobrze? Znowu kogoś obrażę, no cóż...

Na życie słowo


Ikarze, patronie kaskaderów, święty ludzi chorych na ryzyko,
błogosław naszym szaleństwom…

Jeśli nie jesteśmy żółwiami , dożywającymi trzystu jałowych lat, 
To może za twoją przyczyną.
Jesteśmy kaskaderami, żyjemy głowami w żywiołach, Ikarze, igło płynąca w naszej krwi.









środa, 3 grudnia 2014

Ane Brun - Big in Japan


Na życie słowo

"Tej nocy prawie byłam martwa, a Ty zapytałeś mnie, czy chce Ci coś powiedzieć. I wierz mi,
że chciałam. Chciałam Ci powiedzieć całą prawdę. Że umieram bez Ciebie, że już nie potrafię dłużej widywać Cię tylko czasami i że odkąd Cię poznałam, nie myślałam jeszcze o niczym innym niż
o Tobie. Ale wiesz jak to jest, gdy tak bardzo chcesz komuś coś powiedzieć i czujesz, że nagle nie umiesz mówić? Stois
z w bezruchu, masz ściśnięte gardło i wszystkie słowa mieszają się ze sobą.
Ale nie martw się, gdy tylko oswoję się z myślą, że nie znikniesz nagle z mojego życia, tak w pięć sekund, to obiecuję, że powiem Ci to wszystko. Opowiem, jak bardzo tęskniłam, o tych nocach, kiedy nie spałam, by o Tobie myśleć i jak nie odrywałam oczu od telefonu czekając kiedy napiszesz
a cisza wydawała się głośniejsza niż krzyk..."