Zajrzyj do skrzynki pocztowej

Napiszę Ci list. Napiszę Ci co chcesz.

Kochani! Przepraszam, że nie piszę. Przepraszam, że po raz kolejny przepraszam i pewnie i tak niewiele się zmieni. Nie siedzę w kąc...

sobota, 31 stycznia 2015

Chora służba zdrowia, z ludźmi godnymi jedynie pożałowania

Opowiem Wam dziś pewną historię. Ale nie będzie ona milutka, nie spotkacie tu też happy endu. Jeśli na to liczyliście, skończcie na dziś czytanie.

Opowiem Wam historię pewnej kobiety. Lilia, może być? Nie była już nastolatką, ale też daleko było jej do "średniego wieku". Na co dzień nie miała żadnych problemów zdrowotnych. Była piekielnie uparta i wyznawała zasadę "dopóki nie będę jedną nogą na tamtym świecie, nie pójdę pod opiekę doktora". Nie należała do hipochondrycznych słabeuszy i nie umiała przyznawać się do własnych słabości. Nie chodziłado lekarzy, chorowała raz w roku i mimo uporczywego bólu po dawno przebytej operacji nie odwiedzała szpitali. Jednakże od paru lat coś niedobrego działo się z jej brzuchem. Raz wylądowała na ostrym dyżurze i nikt niczego jej nie powiedział. "Taki jest pani urok, proszę nauczyć się z tym żyć" powiedział mądry pan medyk i po domięśniowym zastrzyku przeciwbólowym wypisał do domu. Sprawa ucichła. Tępe pulsowanie w brzuchu nie ustawało, jednakże było to do zniesienia. 
Na początku grudnia stało się coś bardzo złego.

czwartek, 29 stycznia 2015

Surowy krem czekoladowy z ciecierzycy

"Czekoladowa" to być może zbyt mocne słowo. Pasta jest...nieco podobna do nutelli, choć moja mama ("znawca" kulinarny) stwierdziła, że bardziej to to podobne do buraków (sic!). Ja w przypływie miłości do surowizny ukręciłam taki oto krem, który mogłabym łyżeczką ze słoika wyjadać. Jest naprawdę przepyszny!

Zdrowy, smaczny i nieodkładający się na biodrach. Czego chcieć więcej?!

Składniki (na około 0,5l)

250 g suchej ciecierzycy

150 g suszonych daktyli
2 duże dojrzałe banany
5 łyżek kakao
2-3 łyżki tahiny
1 łyżeczka cynamonu



Ciecierzycę zalać wodą i moczyć przez 12 godzin. Po tym czasie wylać wodę, wypłukać ziarna i zalać raz jeszcze. Czynność powtarzać przez dwa dni.

W dzień robienia kremu, daktyle włożyć do miseczki i zalać wrzątkiem tak, by woda przykryła owoce. Odstawić na 20 minut.

Do wysokiego naczynia wrzucić banany, odsączoną ciecierzycę, daktyle wraz z wodą z moczenia i pozostałe składniki i zmiksować blenderem na najwyższych obrotach.
I gotowe!

Pasta jest naprawdę pyszna. Można, jak ja, zajadać łyżeczką, ale świetnie skomponuje się też z naleśnikami gryczanymi, owsianką, jako baza do ciastek lub ciasta.

Smacznego!

Z.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Oksana Predko i Nut Cane - Autobus, czyli piosenka o niczym. Zupełnie jak nasz świat. I dzisiejszy post.



Im gorszy mam humor, tym więcej myślę. Im więcej myślę, tym czuję się słabiej psychicznie.
Im słabiej psychicznie czuję się, tym mam gorszy humor. Doszliśmy do punktu wyjścia. Zatoczyliśmy koło. Błędne koło, co by sprawa jasna była.

Mam zły dzień, zły tydzień, zły czas. Tak kiedyś ktoś mówił. I dziś ja - całą sobą, rękami, nogami, brzuchem i językiem - mogę podpisać się pod tymi słowami. Skończył mi się limit dobrego humoru na ten miesiąc, czekam na luty.

A tymczasem, przeglądając dziś sieć w poszukiwaniu sama-nie-wiem-czego (znacie to uczucie -
gdy sami nie wiecie, o co Wam chodzi, ale buszujecie dalej...?), doszłam do wniosku, że źle się dzieje. Nie, to nie tak, że młodzież schodzi na psy, a księża pedofile gwałcą niewinne dzieci,
bo to i tak jest prawda. Chodzi o coś innego. Chodzi o to...żeby nie wpaść w błoto. Dobra, ale to nie nasz dzisiejszy temat. Nie mój, ja już wpadłam po uda.

O co mi chodzi? Zofia...do brzegu. Wybaczcie.
O "fejm". O to, co się współcześnie zowie "sławą" tudzież "popularnością". O słit focie, od których niedobrze mi się robi, o kretyńskie dziubki, lajki i inne, równie poronione pomysły młodych ludzi, którzy pragną mieć swoje pięć minut.

piątek, 23 stycznia 2015

Na życie słowo. Nie pytajcie. Nie odpowiecie.


"Spytałem zebrę

jesteś białą zebrą w czarne paski
czy czarną zebrą w białe paski?
A zebra odpowiedziała:
a ty jesteś hałaśliwym człowiekiem z cichymi dniami
czy cichym człowiekiem z hałaśliwymi dniami?
Jesteś bałaganiarzem, który czasami bywa pedantem
czy pedantem, który bywa bałaganiarzem?
Jesteś człowiekiem szczęśliwym, który bywa smutny
czy smutnym, który bywa szczęśliwy?
Nigdy więcej nie zapytam zebry o paski."



Nie pytajcie ludzi o to, czy są szczęśliwi. Gdy nie będą, nie powiedzą Wam tego, nie zechcą i Wam zepsuć humoru. Wezmą swoje złe samopoczucie na swoje barki i z nikim się nim nie podzielą.
Gdy jednak będą szczęśliwi,  także się o tym nie dowiecie - nikt nie chce się dzielić 
z obcymi swoją radością, ze strachu przed tym, że gdy już o niej opowiemy, ona zniknie. Ktoś z zazdrości nam ją odbierze.


Nie pytajcie ludzi o to, czy kochają. Nie powiedzą Wam o miłości, gdy będą zakochani. Nie zachcą zapeszyć i zniszczyć magii, która właśnie pojawiła się na horyzoncie. Jest ulotna jak motyl, a motyla łatwo spłoszyć. Nie przyznają się też do braku uczucia. To źle - nie kochać, to jeszcze gorzej niż kochać za bardzo. Nie oznajmią, że są samotni. To wstyd. Wstyd i żal. A do żalu nie jest łatwo się przyznać.


Nie pytajcie ludzi o plany na przyszłość. Nie podzielą się z Wami marzeniami - marzenia są zbyt cenne, by trwonić je na prawo i lewo. O marzeniach się nie mówi, marzenia się realizuje i wciela w życie. Jeśli jednak ich nie mają i stoją na drodze życia z założonymi dłońmi, też się o tym nie dowiecie. Dlaczego? Bo to fatalnie o człowieku świadczy, gdy sam nie wie, co planuje i czego pragnie. Skoro on nie jest pewien swojej przyszłości, to kto ma być? 


Nie pytajcie ludzi o pieniądze. Mając je, nie będą się chwalić, no chyba< że są idiotami. Nikt nie lubi dzielić się swoim bogactwem. Lepiej ponarzekać, że wciąż ma się za mało. Lecz gdy będą oni bez grosza przy duszy, to także pominą to milczeniem. Kasa w naszych czasach to wyznacznik bycia "Kimś", w ich mniemaniu. Nie przyznają się do biedy, bo to może ich wykluczyć. I nic wtedy nie pomoże.

Nie pytajcie. Sami też nie odpowiedzielibyście na pytania. 

Jedyne, co uczyńcie, to: bądźcie szczęśliwi, kurczowo trzymając radość; kochajcie, pielęgnujcie motyle; żyjcie swoimi (nie)marzeniami, ciesząc się z samej drogi do celu; nie zaglądajcie w portfel - pusty, czy pełny, nie odzwierciedla Waszej duszy.

I pamiętajcie - nikomu nic do tego!



Dobrego weekendu,

Do napisania,

Z.










wtorek, 20 stycznia 2015

KT Tunstall - Black Horse and the Cherry Tree

Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, że muzyką można się bawić. I można robić to genialnie!


Temat tabu numer jeden

Pamiętam jak dziś, był ciepły, słoneczny dzień. Mama w kuchni przygotowywała śniadanie, podśpiewując pod nosem. Za parę minut miałyśmy iść do przedszkola, po raz pierwszy od jakichś dwóch tygodni, po mojej chorobie. Gdy już umyłam zęby, usiadłam przy stole i obserwowałam tę krzątającą się piękną, młodą kobietę, która mnie urodziła. Zaczęłam z rozmysłem przeżuwać owsiankę, gdy nagle mama przystanęła i zaczęła przyglądać mi się z troską.
- Niuniek, co jest?
- Mamusiu, co to znaczy seks oralny?

niedziela, 18 stycznia 2015

Na życie słowo

A po weekendzie - garstka ciętych słów. Na dobry humor w zbliżającym się tygodniu. 
I żeby wszystko było jasne - utożsamiam się z tymi słowami w stu procentach.

"Nie łudź się, że istnieje miejsce, w którym byś nie zawadzał"

"Urodziłam się po to, by utrudniać innym życie"

"I będę szczęśliwa, choćbym sobie miała to szczęście narysować"

"Urodziłam się aniołem, lecz kiedy życie połamało mi skrzydła, nauczyłam się latać na miotle"

(Nie)znajomy? Czemuż?!

Założyłam bloga w marcu. Złożyło się na to sporo wydarzeń, które w mniejszy lub większy sposób wpłynęły na moje życie. Jeśli dobrze i uważnie przeczytacie niektóre wpisy z kwietnia i maja,
a później z października czy listopada, to niewykluczone, że dostrzeżecie zmiany, które zaszły we mnie: w moim sposobie myślenia, pojmowania świata i podejściu do niego.
Blog miał być tylko "mój", tylko dla mnie. Nikomu nie podawałam jego adresu, nie chciałam,
by ktokolwiek się dowiedział. Hulaj dusza piekła nie ma. Nie miałam hamulców. Opisywałam romans nauczyciela z uczennicą, niecodzienne plany znajomej, dawną znajomość, którą podkoloryzowałam w krzykliwy sposób. Czego tam nie było... Ale wówczas mogłam to robić.
Bez nazwiska, bez poszlak.

niedziela, 11 stycznia 2015

Na (nie)życie słowo


Ojcze nasz, któryś jest niemy,

który nie odpowiesz na żadne wołanie,

a tylko rykiem syren co rano dajesz znać, że świat

ciągle jeszcze istnieje,
przemów:
ta dziewczyna jadąca tramwajem do pracy
w tandetnym płaszczu z trzema pierścionkami
na palcach, z resztą snu w zapuchniętych oczach,
musi usłyszeć Twój głos,
musi usłyszeć Twój głos, by się zbudzić
w ten jeszcze jeden świt.


Ojcze nasz, który nic nie wiesz,


który nie patrzysz nawet na tę ziemię,

a tylko codzienną gazetą obwieszczasz, że świat, że nasz świat,
trwa uporządkowany: spójrz,
ten mężczyzna siedzący za stołem, schylony
nad kotletem mielonym, setką wódki, płachtą
popołudniówki tłustą od sosu i druku,
musi wiedzieć, że ty także wiesz,
musi wiedzieć, że wiesz, aby przeżyć
ten jeszcze jeden dzień.


Ojcze nasz, którego nie ma,


Którego imienia nikt nawet nie wzywa

prócz dydaktycznych broszur piszących Cię z małej litery, bo świat
radzi sobie bez Ciebie,
bądź:
ten człowiek, który kładzie się spać i przelicza
wszystkie te dzisiejsze
kłamstwa, lęki, zdrady,
wszystkie hańby konieczne i usprawiedliwione
musi wierzyć, żeś jednak jest,
musi wierzyć, żeś jest, aby przespać
tę jeszcze jedną noc...









sobota, 10 stycznia 2015

Zerwać szybko, jak zrywa się plaster, czy przyjacielsko przeciągać, by nie bolało?

Dawno nie pisałam już długo i na jeden temat. Ostatnio w ogóle niewiele czasu poświęcam na swoje pasje. To zima tak na mnie działa - dziś na dworze pada deszcz, niby łzy aniołów, którzy nie wytrzymują już do wiosny, zupełnie tak jak ja. Wieje tak mocno, że trudno utrzymać się na nogach... A do tego jeszcze dochodzi mój dzisiejszy sen, wyciągnięty przez chory, zmęczony umysł gdzieś
z samego dna podświadomości. Ludzie, których już dawno nie powinnam oglądać i znać; widoki, których nie chciałabym ujrzeć ponownie i sytuacje, w których nikt o zdrowych zmysłach
nie powinien uczestniczyć. Niektórzy pytają się mnie, dlaczego sypiam po trzy - cztery godziny
na dobę i jak to możliwe, że jeszcze funkcjonuję. Oto odpowiedź - im dłużej śpię, tym dziwniejsze
i potworniejsze wizje mnie nawiedzają. Wówczas zrywam się z łóżka i przez cały kolejny dzień mam w głowie tamte obrazy, nie umiem skupić się na niczym innym. Gdy śpię krótko, nie mam czasu na koszmary. Do wszystkiego idzie się przyzwyczaić, wolę jednak spać niewiele, ale spokojnie. Finito.

środa, 7 stycznia 2015

Na życie słowo. Dedykacja.

"Wiem, że jestem człowiekiem trudnym, ale jeżeli można w ogóle mówić o pozytywnych stronach mojego charakteru - jest to chyba wierność, której umiem dokazać ludziom, jeśli ich kocham i lubię."


"Jeśli moja nieobecność nie zmienia niczego w Twoim życiu, to moja obecność w nim też nie ma już żadnej wartości."




A dzisiejszy wpis jest z dedykacją dla tych, którzy byli, są i będą w moim życiu. Pozwolę sobie zacytować dzisiejsze popołudniowe słowa, skreślone naprędce:

"Może to nieładnie zabrzmi, może mnie nie zrozumiesz, ale...ja nie tęsknię za niczym. Często łapię się na tym, że oglądam życie jakby przez szybę. Niby wiem, że dzieją się rzeczy niezmierne ważne, że powinnam się przejąć, a jednak wiele spraw do mnie nie dociera. Szybko zapominam, płaczę rzewnie, ale krótko. Nie przywiązuję się ani do miejsc, ani do ludzi. Jedynie względem przedmiotów jestem wyjątkowo sentymentalna. Nie, nie o gadżety mi chodzi, a o jakieś bibeloty, z podróży, od przyjaciół, z pamięci. To one służą mi za pamięć, są spisem wspomnień wszelakich."







wtorek, 6 stycznia 2015

A o świcie... Pójdziemy na papierosa


"Chodź. Na herbatę. Na kawę. Na papierosa. Na film. Na łóżko. Na ciastko. 
Na kanapkę. Na kakao. Na czekoladę. Na pocałunek. Na przytulenie. Na mnie. Na seks. 
Na ciało. Na muzykę. Na deszcz. Na spacer. Na śnieg. Na rower.  Na zdjęcia. Na chwilę. 
Na minutę. Na godzinę. Na zawsze.



Idziesz? "


Idę. Chwyć mnie za dłoń. Pójdziemy daleko. Zapomnisz, że żyjesz, obiecuję. Zapomnisz
o bożym świecie, o rachunkach, bankach, poniedziałku. Zapomnisz o tym, co jeszcze przed chwilą czułeś do mnie. Zapomnisz. I wrócisz po więcej.



piątek, 2 stycznia 2015

Sernik najpyszniejszy w świecie

Najprzyjemniejszym akcentem świąt od paru lat jest dla mnie...jedzenie. Choć...powinnam raczej powiedzieć - słodkości. Rodzinna atmosfera nie powala, wspólne biesiadowanie przyprawia o dreszcze, a jak pomyślę o całej tej sztucznej otoczce to niedobrze mi się robi. W chrześcijańską niezwykłość tej nocy nie wierzę, także jedyne, co mi pozostaje z rzekomych przyjemności, to domowe wypieki i desery. Przez parę ostatnich lat co roku piekłam około pół tysiąca pierniczków, staropolski piernik dojrzewający, sernik i keks. W tym roku aż do wigilii byłam w pracy, więc jedyne, co udało mi się przygotować, to sernik. Jest pyszny, naprawdę.
Powiem nieskromnie, że mam smykałkę do wypieków. Większość ludzi stara się oszczędzać
na składnikach i dodaje margarynę zamiast masła, mało jaj, dziwne barwniki i ulepszacze a nierzadko i żelatynę. Nie lubię smaku kupnych serników, w szczególności tych na zimno, a już dziwne aromaty waniliowe czy migdałowe, albo dodatek skórki pomarańczowej odrzuca mnie od nich na kilometr. 
Ja, gdy piekę, stawiam na jakość. Lubię też eksperymenty, ale w przypadku sernika stawiam
na klasykę. Ten wypiek to wypadkowa wielu przepisów, które połączyłam w jedną, wyśmienitą całość.
Polecam. Nie tylko na święta.




Sernik, który rozpływa się w ustach i przywodzi na myśl niebo

Składniki:

1 kilogram twarogu - trzykrotnie mielonego
7 jaj - białka i żółtka osobno
1,5 szklanki cukru
150g masła 82% w temperaturze pokojowej
3 łyżki mąki ziemniaczanej
dwie garście rodzynek królewskich

Przygotowanie:

Żółtka ubij z cukrem do białości. Gdy będą bardzo puszyste, dodaj twaróg, masło i mąkę - zmiksuj dokładnie, aby nie było żadnych grudek. Teraz ubij białka na sztywno. 
Do masy twarogowej wmieszaj rodzynki, a później, bardzo delikatnie, ubite białka. Ciasto będzie bardzo rzadkie.
Przelej masę do tortownicy wyłożonej papierem i piecz 50 minut - 1 godzinę w 170 st. C. Studź
w uchylonym piekarniku.
Najlepszy na drugi dzień, po schłodzeniu w lodówce. Można podawać go z sosem malinowym lub z polewą czekoladową.

Smacznego!