Zajrzyj do skrzynki pocztowej

Napiszę Ci list. Napiszę Ci co chcesz.

Kochani! Przepraszam, że nie piszę. Przepraszam, że po raz kolejny przepraszam i pewnie i tak niewiele się zmieni. Nie siedzę w kąc...

wtorek, 20 stycznia 2015

Temat tabu numer jeden

Pamiętam jak dziś, był ciepły, słoneczny dzień. Mama w kuchni przygotowywała śniadanie, podśpiewując pod nosem. Za parę minut miałyśmy iść do przedszkola, po raz pierwszy od jakichś dwóch tygodni, po mojej chorobie. Gdy już umyłam zęby, usiadłam przy stole i obserwowałam tę krzątającą się piękną, młodą kobietę, która mnie urodziła. Zaczęłam z rozmysłem przeżuwać owsiankę, gdy nagle mama przystanęła i zaczęła przyglądać mi się z troską.
- Niuniek, co jest?
- Mamusiu, co to znaczy seks oralny?



I wytłumaczyła mi. I to wcale nie w taki sposób, że wzbudziło to we mnie lęk czy oburzenie. Nie.
Po prostu w wieku sześciu lat dowiedziałam się, że są różne sposoby uprawiania miłości.
W moim domu nie było i nie ma tematów tabu. Mając nieco mniej lat, niż w przedstawionej sytuacji, dowiedziałam się, po ludzku, skąd się biorą dzieci i co to znaczy antykoncepcja. Rozmowę "na w razie czego" przeprowadziłyśmy w bodajże trzeciej klasie mojej szkoły podstawowej. Do dziś nie wstydzimy się siebie - gdy jedna się kąpię, druga bez skrępowania wchodzi do łazienki.
Seks, alkohol, przygodne spotkania, krótkie znajomości i religia są dla ludzi. Tak samo jak słodycze, szkoła czy kino. Dlaczego o jednych się mówi, a inne pomija milczeniem?
Dlaczego, gdy kiedyś zapytałam na religii o seks przedmałżeński, ksiądz się zarumienił, a koledzy
z klasy wybuchnęli nerwowym śmiechem? Dla nich seks to powód do głupich żartów
i niedoścignionych fantazji; nie traktują go poważnie. Nie jest to grupa ludzi o nadzwyczaj rozwiniętym ilorazie inteligencji, także wcale nie dziwi mnie to zjawisko. Ale żeby ksiądz nie umiał ze mną porozmawiać? Co z tego, że rzekomo niedoświadczony, skoro dorosły i oczytany?
Czemu dorośli ludzi wstydzą się rozmawiać z nami, młodymi, o seksie? Boją się tego słowa. Seks. Seks. Seks. Każdy to robi, każdy o tym myśli i każdy sobie to wyobraża. To jakim cudem nikt się
do tego nie przyznaje i nikt o tym nie mówi?
Jak to możliwe, że parę lat temu, na obozie poznałam dziewczynę, która mając wówczas jakieś piętnaście lat, nie wiedziała, co to masturbacja i że nie potrzeba drugiej osoby, by odkryć niesamowitą przyjemność i odczuć rozkosz? Była wychowana w rodzinie katolickiej, nie nazbyt pobożnej, lecz to wystarczyło, by nikt z nią nie rozmawiał na tematy "zakazane". Nie znała swojego ciała, nie umiała sobie wyobrazić, że to takie łatwe. Łatwe i piękne zarazem.

Czy to jedynie przypadłość Polaków, wychowanych w stłamszonym państwie, które rzekomo świeckie, wciąż ulega władzy Kościoła i powiela starodawne wzorce czystości i milczenia?
Czy też w każdym społeczeństwie sprawa wygląda podobnie?
Mówią później, że dzieciaki dowiadują się o sprawach łóżkowych z filmów pornograficznych, gazet
i od kumpli. A to powoduje, że są chamscy, obcesowi i wulgarni. A gdyby, takie jest moje zdanie, porozmawiano by z nimi w domu i pokazano piękno aktu zbliżenia dwojga ludzi, tę bliskość, intymność i nieuchwytność chwili, to nie myśleliby tylko o powłoczce fizycznej, o partnerce jak
o przedmiocie, o "pieprzeniu się". Zachowywaliby się inaczej. Myśleliby inaczej.
Ale rodzice tych dzieciaków myślą inaczej, myślą, że im dłużej ich nie uświadomią, tym dłużej
ich pociechy będą niewinne i nieskażone. Zapomnijcie o takiej ideologii! To działa wprost przeciwnie. Zakazany, a w tym wypadku omijany, owoc smakuje najlepiej. I sięga się po niego bardzo często w nieładny sposób.
Nie bronię nikomu miłości. Skądże znowu. Ja tylko chciałabym, byśmy żyli w świecie, gdzie umiemy ze sobą rozmawiać, gdzie tłumaczymy i wspólnie cieszymy się przyjemnością. Nie chodzi
o chwalenie, ale skoro było mi cudownie z mężczyzną, to dlaczego miałabym się tego wstydzić? Powinnam być raczej dumna, że udało nam się osiągnąć to, co dla wielu leży poza zasięgiem.
A my, ludzie, się tego boimy.

Żyjemy w społeczeństwie mniejszych i większych hipokryzji. Przy chłopaku płoniemy rumieńcem, gdy mamy ściągnąć bluzkę i pokazać stanik, a na plaży bez skrępowania biegamy w skąpym bikini. Myślimy o seksie, fantazjujemy, ale wobec innych zachowujemy pokerową twarz i wypieramy się jakichkolwiek dwuznaczności.
A ja owszem - jestem nieco zboczona i miewam nieczyste myśli i dwuznaczne skojarzenia. I wiecie co? Dobrze mi z tym. To może być zabawne i urocze. Prawda?

Inna rzecz - o tym już kiedyś pisałam - dlaczego takim oburzeniem napawa nas fakt, że dwoje ludzi, których dzieli znacząca różnica wieku, może połączyć uczucie? Uczucie...to zbyt mocne słowo.
Ale choćby chęć przeżycia przygody? Zafascynowanie? Czy zawsze musi nimi kierować jedno:
ją przyciąga rzekomy zapach pieniędzy; a on chce podreperować swoje ego ładną panienką
i dowieść, że jeszcze na wiele go stać? Kiedy staliśmy się takimi niedowiarkami i cynikami? Powinniśmy wierzyć, że się uda. Że istnieją różne rodzaje miłości i że ona nie ma granic. I - hola - jakim prawem wchodzimy komuś z buciorami do życia i do łóżka?! Skoro oni dobrze się  z tym czują, to nie powinno to obchodzić innych. Jeśli ci "inni" nie mają własnego życia, to niech sobie kupią rybki i obserwują egzystencję przyjaciół mniejszych.

Nieco odbiegłam od tematu, wybaczcie. Ale reasumując - odważmy się mówić. Seks to nie problem. Seks to przyjemność. I naprawdę nie ma się czego wstydzić.


Co o tym sądzicie?


Do napisania,
Z.

25 komentarzy:

  1. U mnie nawet nie było mowy o temacie seksu. Byłam wychowywana według tradycyjnych zasad arystokracji. Teraz tata, gdy mam już chłopaka, próbuje o tym gadać, ale go zbywam;D Masakra;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji...
    Ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi tam nie przeszkadza;D Ja i tak wszystko wiem od cioci z Paryża;D

      Usuń
    2. Czyli ta cisza wokół tematu, to jednak w dużej mierze mentalność Polaków...

      Usuń
    3. u nie panują w domu po prostu zasady. pochodzę ze starej arystokratycznej rodziny i tradycja i maniery sa dla nas najważniejsze.
      a dlatego ciocia mi to wszystko wyjaśniła bo mama umarła...

      Usuń
    4. Uważasz, że brak tematów tabu, to brak zasad? Proszę Cię...
      Można o seksie rozmawiać kulturalnie, wierz mi.
      Dobrze, że ciocia stanęła na wysokości zadania. :-)

      Usuń
    5. Nie rozumiesz mnie... U mnie po prostu się o tym nie mówi.
      U mnie je sie rodzinne posiłki o punktualnych godzinach. U mnie ojciec jest głowa domu i to on rozporządza wszystkimi i wszystkim. Jest dziedzicem w końcu. W dzieciństwie miałam obowiązek nauczyć się jeździć konno i opanować grę na jakimś instrumencie. Co czyniłam z resztą z przyjemnością.
      Moj świat domowy jest zhierarchizowany. Mam określony plan dnia - pełen w obowiązki i naukę. I mi to pasuje.
      Jestem dumna ze noszę moje nazwisko.

      Ciocia nie miała wyjścia, skoro Mama umarła, a Tata się załamał.

      Usuń
    6. PS Ja niezbyt pochwalam seks pozamałżeński:)

      Usuń
    7. Myślę, że jesteś jedną z niewielu osób w naszym wieku, która mogła doświadczyć takiego dzieciństwa. Nie powiem, bym Ci zazdrościła jakoś szczególnie, ale na pewno jest to godne podziwu. Zawsze gdzieś z tyłu głowy telepała mi się myśl, że cudnie byłoby wychować się w tradycyjnej rodzinie z zakorzenionymi zasadami. Tylko czasem nachodziły mnie takie rozkminy, ale jednak :-)

      A co do seksu poamałżeńskiego - męża nie mam, więc jak miałabym traktować ten przepis? :p

      Usuń
    8. Chodzi mi o seks bez ślubu.

      Usuń
  3. "Seks to przyjemność." I odpowiedzialność, która jest niż ta przyjemność ważniejsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Każda akcja, której się w życiu podejmujesz, niesie za sobą konsekwencje. O czym nie wolno zapominać. Ja jednak nie pisałam o seksie bez zabezpieczeń.
      Co oczywiście nie zmienia faktu, że odpowiedzialność nie musi wykluczać przyjemności.

      Prawda?

      Z

      Usuń
    3. Ano nie musi ;) Chodziło mi bardziej o to: "Mówią później, że dzieciaki dowiadują się o sprawach łóżkowych z filmów pornograficznych, gazet i od kumpli. A to powoduje, że są chamscy, obcesowi i wulgarni. A gdyby, takie jest moje zdanie, porozmawiano by z nimi w domu i pokazano piękno aktu zbliżenia dwojga ludzi, tę bliskość, intymność i nieuchwytność chwili, to nie myśleliby tylko o powłoczce fizycznej, o partnerce jak o przedmiocie, o "pieprzeniu się". Zachowywaliby się inaczej. Myśleliby inaczej."
      Jestem za takim postawieniem sprawy, ale rodzice przede wszystkim powinni uświadomić dzieciaki jednak, że taka przyjemność być może w końcu zaowocować bardzo poważnymi konsekwencjami i pokazać, jak się przed nimi najlepiej zabezpieczyć. Młodzi ludzie powinni najpierw tę sprawę przyswoić i zastanowić się czy gotowi będą na (nie daj Boże) wpadkę, bo nie zawsze wszystko zadziała tak jak powinno, a dopiero później decydować się na tę przyjemność.

      PS. Żeby nie było, u mnie w domu również seks nie był tabu, a relacje z mamą mam bardzo podobną jak ty ;)

      Usuń
    4. Od tego powinno się zacząć, oczywiście masz rację.
      Myślę jednak, że wielu młodych ludzi ma choć mgliste pojęcie o tym, co oznacza zabezpieczanie się i po wielu ostatnich głośnych szumach w mediach, wiedzą, że ciąża nie dzieje się przez przypadek. Że można sobie nią zniszczyć doszczętnie życie. A tego nikomu nie życzę.

      P.S. Zdajesz sobie sprawę, jakimi szczęściarzami (szcześciarami) jesteśmy?

      Usuń
  4. Z matką relacje miałam dość luźne i nie czuje jak ty żeby mi to jakoś zaszkodziło. Wręcz przeciwnie, mam lekkość rozmawiania o seksie i o wszystkim co się z nim wiąże.
    Widzę dzisiaj pewną prawidłowość, wiele osób zamieszcza pogaduszki o seksie, jakiś dzień uświadamiania społeczeństwa czy co. No nie ukrywam mnie też tak jakoś natchło :) Zapraszam: http://turkusowa-anka.blogspot.com/2015/01/50-zotych-za-5-minut-ruszania-reka.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Ludzie, którzy mają luźne relacje z rodzicami mają, moim zdaniem, zapewniony najlepszy start w przyszłość. Takie matki i ojcowie przeważnie pokazują każdą stronę życia - i tę szaloną, i tę przygnębiającą. Przygotowują na najgorsze. I bardzo dobrze, życie nie jest przecież usłane różami.

    A ta prawidłowość... Czuja jesteś Aniu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ehhhhh... spierałabym się. Ja mimo braku rozmów o seksie odebrałam staranne wychowanie i pokonałam już największe zagrożenie...
      Raka...
      A to nie jest takie proste.

      Usuń
  6. Tak jak napisałaś, to ograniczenie rozmów o seksie w relacji rodzic-dziecko bierze się głównie z "religijnych pierdół" wbitych ludziom do głów (osoby wierzące, bez urazy). Taka jest prawda, że żyjemy w państwie kościelnym, pominę fakt, iż księża mają za dużo do powiedzenia w polityce. Jest jeszcze sporo Polaków, którzy ślepo wierzą w to co kiecak wykrzykuje na ambonie. Dla takich osób seks to temat tabu i nic na to nie poradzimy. Drugim powodem braku tego typu rozmów, przynajmniej moim zdaniem, jest zwyczajny wstyd. Nasi rodzice zostali wychowani w innych czasach. Jeśli się samym o tym nie rozmawiało, to często potem ma się opory aby porozmawiać z własnym dzieckiem.
    Jednak jest jeszcze jedna sprawa. Już nie chodzi o same szczegóły intymne itp. tylko o kwestie rozsądku w sferze erotycznej. Czasem się zastanawiam, czy tylko mnie rodzice powiedzieli co to jest antykoncepcja, już nie wspomnę o "najpierw myśl głową, później tym drugim".
    Wnioski są takie, iż tematy tabu rodzą nie tylko nieznajomość własnego ciała i przyjemności z tym związanych, ale również masę nastoletnich matek, a co za tym idzie, często nieszczęśliwych (żeby nie pisać patologicznych) rodzin.
    Oby więcej osób tak myślących, jak Ty.
    Pozdrawiam.
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  7. Odniosę się do pierwszego akapitu Twojego komentarza. Być może, pośredni wpływa na relacje rodzic - dziecko ma Kościół i z całą jego obłudą i przesadą i zakłamaniem. Co jednak nie zmienia faktu, że to wcale nie działa tak - i piszę to do wszystkich - że jeśli Twoi rodzice nie rozmawiali z Tobą w domu o seksie i na inne tematy tabu, to Ty także nie będziesz rozmawiał o nim ze swoimi dziećmi. W rodzinnym domu mojej mamy nikt nie poruszał tego tematu, a jednak ona nie wstydzi i nie boi się mówić o tym otwarcie. Co więcej - z nikim nie mam lepszego kontaktu, jak z nią, co w jej domu też byłoby nie do pomyślenia: relacja przyjaciel - przyjaciel, a nie matka - córka.


    I jeszcze jedna rzecz - i znowu mówię to do wszystkich, którzy tutaj mówią o rozsądku - oczywiście, jest on ważny, ale czy ktoś z Was, odpowiedzialni, myśli o konsekwencjach w momencie, gdy krzyczy z rozkoszy podczas orgazmu? Jakoś szczerzę wątpię....

    Pozdrawiam,
    Z.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co mam na to odpisać... no na serio.
      Tracę wiarę w ludzi...

      Usuń
  8. Antosiu, ale sama powiedz - czy gdy trwasz w miłosnym uniesieniu, to myślisz logicznie? Nie wydaje mi się...
    I to wcale nie oznacza, że popieram seks bez zabezpieczeń. Nie, nie popieram, to głupota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz, ale ja jestem dziewicą i nie mam zamiaru uprawiać go przed zaręczynami co najmniej. Nie popieram strat dziewictwa przed małżeństwem.

      Usuń
    2. I bardzu dobrze. Każdy ma swoje zdanie i swoje zasady. I właśnie to jest kolejnym powodem, dla którego piszę bloga- dyskusja i poznawanie odmiennych światopoglądów. :)

      Usuń
    3. dobra ja już się nie wypowiadam w tym temacie, bo się tylko denerwuję.

      Usuń

Śmiało wyraź swoją opinię.
I bądź cierpliwy - odpowiadam na każdy komentarz, lubię mieć ostatnie słowo. ;-)