Zajrzyj do skrzynki pocztowej

Napiszę Ci list. Napiszę Ci co chcesz.

Kochani! Przepraszam, że nie piszę. Przepraszam, że po raz kolejny przepraszam i pewnie i tak niewiele się zmieni. Nie siedzę w kąc...

czwartek, 26 lutego 2015

- A co jest? - Zamknięte... Czyli czwartkowe rozważania o wszystkim.

Hindusi to naród bardzo przyjazny, pomocny, by nie powiedzieć nachalny. Po części takie zachowanie warunkowane jest przez chęć zarobku, ale także nakazuje im to w pewnym sensie religia - skoro wierzą w karmę, to są święcie przekonani, że dobro wraca, jakiejkolwiek formy by nie przybrało. Dlatego starają się być bardzo mili i nad wyraz uczynni. Jedna z podróżniczek - kobieta, która w osiem miesięcy samotnie podróżowała przez sporą część Azji - Marzena Filipczak - tak opisuje jedną z sytuacji, które przydarzyły jej się w Indiach: "Najlepszy z ostatnich dialogów: wchodzę do knajpy, kelner pyta, co podać. Manu - odpowiadam. Dostaję, wybieram coś, zamawiam. -Tego nie ma - mówi kelner. Proszę coś innego - nie ma, jeszcze innego - nie ma.
-A co jest - pytam?
-Jest zamknięte. - odpowiada Hindus.
-To po co dałeś mi menu?
-Bo prosiłaś, madame.

Kojarzycie skądś taką sytuację? Mnie nie raz zdarzało się robić coś, byleby tylko zadowolić kogoś innego. Mówić nie to, co chciałam, a to, co ktoś inny pragnął usłyszeć. Potakiwałam, zgadzałam się na rzeczy, które w innych okolicznościach nie przyszłyby mi nawet do głowy...

niedziela, 22 lutego 2015

Na życie słowo

I
Przeprowadź ją przez pokój 
niby ścieżką wśród lasu 
na stole 
zapal różę 
dobrą jak nocna lampka

Potem 
rozbieraj ją delikatnie 
z obronnych gorsetów 
z zaciśnięcia rąk 
drżenia ramion ... 
Otul szeptem.

A jeśli kiedyś 
wybiegnie nagle z pokoju 
biegnij za nią 
nie pozwól 
ukryj jej twarz 
w swych wielkich rękach 
mów słowa 
dużo słów 
te wszystkie 
których ja zapomniałem 
których się wstydziłem

Proszę cię 
ty 
którego nienawidzę 
który przyjdziesz po mnie 
by z jej drobnych piersi 
zdrapać ślady mych rąk 
rozchylić jej kolana 
proszę cię 
bądź dla niej dobry

II

Nie wiesz 
że będziesz kochał mnie 
że powie ci słowa 
wypróbowane ze mną 
że w jej włosach 
poczujesz mój oddech 
na jej brzuchu 
napotkasz nocą 
moje ręce

I jeśli czasem 
wciągając cię w siebie 
aż do zachłyśnięcia 
pomyli nasze imiona - 
nie myśl o mnie z nienawiścią

to ja 
uczyłem ją jak dziecko 
nie wstydzić się krzyku imion nagich ciał 
to ja 
czasem jeszcze mówię do ciebie 
wtedy 
myślałem 
że mówię tylko do niej

III
Twój cień w jej oczach 
to mój cień

jej głos pełen niepokoju 
to mój głos

gdy ona cofa się z lękiem 
ja powracam 
pamiętaj

na każde twoje słowo 
zbyt ostre

na każdy gest 
nie dość szczery 
ja powracam 
pamiętaj

I jeśli kiedyś sama 
zapłacze nocą 
nie wchodź do jej pokoju 
już ja 
będę przy niej

'Erotyk dla następcy' - Bohdan Urbankowski









środa, 18 lutego 2015

Nie znajdziesz osoby, która zmieni Cię bardziej niż Ty sam



Na wstępie - wybaczcie mi moje milczenie. W minionym tygodniu wiele się wydarzyło i zabrakło mi...sama nie wiem czego...by napisać. Nadrobię to, obiecuję.


Już kiedyś pisałam o zmianach, które zaszły we mnie przez ostatnie lata. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że były to zmiany na lepsze. Wczoraj, gdy koło trzeciej w nocy robiłam porządki na regale, wpadły mi w ręce pamiętniki z zimy w drugiej i trzeciej klasy gimnazjum. Nie zagłębiałam się w szczegóły, ale już na pierwszy rzut oka widać, że dziewczynka, która to pisała, umarła dawno temu i nikt nie zdążył nawet zapalić po niej świeczki. Jej już nie ma - nie ma krótkich, prostych zdań o smutku i samotności, nie ma niezrozumienia i frustracji, brak wstydu i siedzenia w cieniu.
To, co się ze mną stało, nie zajęło jednego dnia. Nie. To były tygodnie, miesiące, lata. To wciąż trwa.

Jeden fragment z tych wypocin utkwił mi w pamięci, a mianowicie: co pomyślałaby moja ciotka
z czasów liceum o kobiecie, którą stała się niespełna dziesięciu latach. Czy byłaby z niej dumna, czy też raczej śmiałaby się w twarz i załamywała ręce? Wtedy myślałam o niej. Dziś wpisuję w to równanie siebie. I wiecie, co mi wychodzi? Duma
i ogromna radość. Gdy byłam mała, podobały mi się niezależne, oryginalne, samodzielnie myślące
i bezpretensjonalne laski. Zawsze miały coś do powiedzenia, umiały obronić swoje zdanie i nikt im nie podskoczył. A do tego jeszcze wyrażały siebie, ubierając się tak, a nie inaczej. Na pewno nie przeszłyby niezauważone. Zdawały się być niedoścignionym ideałem. Guzik prawda - doścignęłam je!

poniedziałek, 9 lutego 2015

Miara człowieka w człowieku



Był 26 marca 1993 roku. Ranek. Właśnie wyszło nowe wydanie New York Times'a. A na okładce - to zdjęcie zrobione przez południowoafrykańskiego fotoreportera Kevina Cartera. Zanim powiem, 
co przedstawia, parę słów o okolicznościach uwiecznienia tej sceny.

piątek, 6 lutego 2015

Na życie słowo

nie zakochuj się we mnie
to nie najlepszy pomysł
zawsze będę dla ciebie niedomalowanym obrazem

niedokończonym listem
pełnych znaków zapytania
jestem chora na niemiłość
możesz się zarazić








środa, 4 lutego 2015

Mentalne dziwki

Całe życie słyszę głosy w mojej głowie. Od  małego zalewa mnie potok słów. Począwszy od słodkich aż do porzygania, poprzez obraźliwe komentarze, na przyjacielskich kuksańcach ustnych skończywszy. Jest jakaś chora zależność, etykieta, która nakazuje nam mówić tak a nie inaczej
w pewnych sytuacjach, miejscach i czasie. Najpierw Ci słodzą: "oj, jakie poliki puci puci", później obgadują: "patrz, jaki pasztet", a potem znajdujesz koleżeńskich ludzi i słyszysz: "nie liczy się wygląd, a to, co w środku". Pieprzenie. My się nie zmieniamy, to tylko zdania, którymi nas opisują, ulegają transformacji. Czasem jest nawet gorzej - to my przechodzimy metamorfozę, a o nas nadal myślą, jak myśleli. To zdecydowanie gorsze - sama tak miałam. Wierzcie mi - fatalne uczucie.
Gdy zrozumiesz swoje błędy i zrehabilitujesz się, całkowicie zmienisz postępowanie, a ludzie nadal będę wyzywać Cię od najgorszych. Nawet wrogowi tego nie życzę.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Korzenny krem z surowej soi i awokado

Nie jadam ostatnio słodyczy. Staram się odżywiać w stu procentach na surowo. Nie chodzi mi  o to, by zgubić wagę, czy zmniejszyć obwód talii. Nie, chciałabym po prostu sprostać wyzwaniu i przez miesiąc nie jeść nic gotowanego czy smażonego. Odżywiałam się tak przez pewien czas w ubiegłym roku i czułam się świetnie, czemu więc nie spróbować by znowu. W ostatnim czasie wróciłam też
do porzuconego weganizmu (czego bardzo żałuję) i znam już siebie na tyle, by wiedzieć, że takie gwałtowne działanie jest w moim przypadku najbardziej skuteczne. O roślinożerności napiszę już wkrótce, zarówno rozpatrując temat w kontekście etycznym, jak i zdrowotnym.
Co jednak zrobić, gdy ma się przeogromną chęć na czekoladę, a ostatni krem się skończył?
Odpowiedź jest prosta - ukręcić następny!
Dziś proponuję Wam pastę z długo moczonej soi z awokado, rodzynkami i przyprawami korzennymi. Smacznego!


Składniki (na dwa mniejsze słoiczki)

1 szklanka suchych ziaren soi (tylko z upraw ekologicznych!)
1 szklanka rodzynek + spora garść suszonych daktyli (najlepiej bio)
1 awokado
3 łyżki karobu (można zastąpić kakao)
po 0,5 łyżeczki sproszkowanego imbiru i cynamonu
5 łyżek "zżelowanego" siemienia lnianego 

Dwa dni wcześniej soję zalej wodą i po upływie 12 godzin wymień wodę. Czynność powtarzaj przez dwa dni, to będzie łącznie 4-5 zmian wody.
12 godzin przed ukręceniem kremu, zalej ok. 4 łyżki siemienia lnianego 300 ml wody i pozostaw - siemię musi się "zżelować".
W dzień kręcenia kremu rodzynki i daktyle zalej wodą i odstaw na ok godzinę. Po tym czasie wylej wodę. Soję opłucz i osusz.
W wysokim naczyniu umieść ziarna, obrane awokado, suszone owoce, karob, przyprawy i pięć łyżek siemienia. Spokojnie - resztę siemienia można wykorzystać na przykład do zrobienia kleiku lnianego z owocami (przepis jutro). Wszystko zmiksować blenderem ręcznym. Można też zrobić to w malakserze z ostrzem s. 
I to cała filozofia. Proste prawda? A jakie smaczne i aksamitne!
Idealne do porannej surowej gryczanki, jako urozmaicenie lodów czy smoothie. 

Smacznego!