Zajrzyj do skrzynki pocztowej

Napiszę Ci list. Napiszę Ci co chcesz.

Kochani! Przepraszam, że nie piszę. Przepraszam, że po raz kolejny przepraszam i pewnie i tak niewiele się zmieni. Nie siedzę w kąc...

sobota, 9 maja 2015

Poronione argumenty koleżanki. Niedorzeczności szkoły. I LGBT.



W życiu mało kiedy robi się to, na co ma się naprawdę ogromną ochotę. Przeważnie wciąż i wciąż ktoś czegoś od nas wymaga, nakazuje, prosi, marudzi. Ja nie mam ochoty na ciągłe wysłuchiwanie wykładów z chemii czy z podstaw przedsiębiorczości. No naprawdę - kto wymyślił taki przedmiot? Że niby przyda mi się to w życiu? Z całym szacunkiem do nauczycieli, bo to akurat jedni
z najulubieńszych, ale co mi po tym, że wykuję na blachę "przeróbkę wapieni, gipsu i kwarcu"
lub "redystrybucyjną funkcję budżetu państwa"? Jak będę chciała zostać ekonomem, to pójdę
na studia, a jak zechcę sobie sama wypalić piasek na szybę, to wygoogluję instrukcję. Cóż...żyjemy
w takich a nie innych czasach. Polski system nauczania to jedna wielka kpina. Po co uczniom pierwszych klas liceum siedemnaście przedmiotów? Większość nauczycieli i tak odbębnia swoją pracę, dyktując notatki z podręcznika albo notesiku. Mało kto naprawdę się angażuje w to, co robi. Jakim więc cudem my, uczniowie, mamy się do tego przykładać, gdy widzimy ze strony "mentorów" totalny brak zainteresowania? Nie wspominam już nawet o tym, że połowa z profesorów nie zna nawet imion uczniów, których widuje na co dzień... Uczniowie zaliczają kolejne testy z zagadnień, których nierzadko w ogóle nie rozumieją. Gdzie tu logika?


Jednak do jeszcze większej furii doprowadzają mnie skrajnie wyrwane z kontekstu zadania typu: "przygotujcie mowę na jakiś temat i ją dobrze przedstawcie". Akurat omawiamy na lekcji rodzaje
 i przykłady argumentów i czytamy przemowy wielkich oratorów. I rozumiem, że to ma być ćwiczenie, które pozwoli nam się otworzyć, wyrazić swoje zdanie i utrwalić materiał. Ale, proszę Was, "żeby dać uczniom swobodę, daję sześć tematów do wyboru". I my mamy być kreatywni?
To ja się pytam - jaki to wybór? Mielibyśmy swobodę, gdyby każdy mógł przekonać kolegów
do swojej racji na temat, który naprawdę go interesuje. A tutaj: adopcja dzieci przez pary homoseksualne, emigracja młodych Polaków, reelekcja Komorowskiego, opinia na temat naszego LO, wpływ gier video na życie nastolatków i legalizacja marihuany. Naprawdę nie dało się znaleźć niczego bardziej nudnego i mniej kreatywnego? Ileż razy można mówić o tym samym?! Przecież
o tym stale trąbi się w mediach i w życiu codziennym!


Moja znajoma słusznie zauważyła, że wszystkie te tematy są ciągle odgrzewane niczym kotlety
po niedzielnym obiedzie. Czy rzeczywiście wciąż musimy dyskutować o prawach gejów i lesbijek,
o ziele i o grach? Czy nasz świat składa się jedynie z kontrowersji, które notabene występują głównie w naszym zacofanym cywilizacyjnie i tolerancyjnie państwie? Nie mamy o czym rozmawiać? Ludzie!




Zgadnijcie, co też wybrali moi szanowni koledzy? Tak! Na prawie dwadzieścia osób ponad połowa mówiła o prawie par homoseksualnych do adopcji dziecka. Dobre chociaż to, że zdania były podzielone i podczas, gdy część krytykowała zakaz zakładania rodziny przez związki jednopłciowe, inni byli jak najbardziej "za". Jesteście ciekawi argumentów? Mnie powaliły na kolana. 
Co ciekawe - choć z drugiej strony, to było do przewidzenia - "przeciw" były głównie osoby głęboko religijne i wierzące. 
Sama, jak się pewnie domyślacie, nie widzę przeszkód w tym, by dziecko wychowywały lesbijki
czy geje. To ludzie tacy sami jak wszyscy inni.


No to lecimy.


Usłyszałam dziś na przykład, że dzieci, wzrastające z tylko jednym rodzicem - obojętnie,
czy to ojciec czy matka - są pozbawione godności... Cóż...w takim razie w wieku dwóch lat,
po rozwodzie rodziców, zostałam obdarta z czci i honoru... Jak ja to przeżyję... 

Do jasnej cholery! To niedorzeczne! Jak można twierdzić, że dzieciaki wychowujące się
z rozwodnikiem mają gorsze życie? Przecież to, jak ktoś żyje i czy rozwija się dobrze lub źle (cokolwiek to znaczy) zależy głównie od podejścia opiekuna i wartości, które się młodemu wpaja. Czy ktoś twierdzi, że ja mam nieprawidłowo rozwinięty umysł i nie poradzę sobie w przyszłości,
bo w skutek zawirowań w życiu rodziców wychowywała mnie tylko mama? Szczerze w to wątpię.
A wiecie, co jest najlepsze? To, że takie herezje głosi osoba, która ma w domu i matkę, i ojca,
i rodzeństwo i zdaje się, że w dotychczasowym życiu nie dotknęła jej wyżej opisana sytuacja.
Czy tylko mi się tu coś nie zgadza?


Uwaga - kolejny argument. Genialne stwierdzenie: homoseksualizm to nic innego jak spaczony umysł i choroba umysłowa. Hmmm...czyżbyśmy żyli w średniowieczu, gdzie za kochanie osoby tej samej płci szło się na stos? Od dawna przecież wiadomo, że orientacji seksualnej nie wybiera się
ot tak sobie, na zasadzie: "dziś jestem hetero, podobają mi się faceci, a jutro zwiążę się z kobietą." Nie! To nie tak działa. Homoseksualizm to obok heteroseksualizmu i biseksualizmu całkowicie naturalne zjawisko. To, z którą orientacją się urodzimy jest od nas zupełnie niezależne, to cecha wrodzona. Nie da się tego leczyć, tak samo jak nie da się wybielić skóry osoby o ciemnej karnacji. Zastanawia mnie więc, jakim cudem w XXI wieku, wieku świadomości i naprawdę wielu dyskusji podejmowanych publicznie, ktoś może uważać, że bycie gejem czy lesbijką to choroba psychiczna...


Ale to nie wszystko. Czy wiecie, co znaczy "rodzina"? Przytoczę (za koleżanką) słownikową definicję: "Grupa naturalna oparta na związkach krwi, małżeństwa lub adopcji. Jest to grupa
o charakterze wspólnoty, której podstawową funkcją jest utrzymanie ciągłości gatunkowej społeczeństwa. Młodzi członkowie tej wspólnoty wspólnie korzystają z opieki oraz świadczeń materialnych ze strony dorosłych. Zostają przez nich wprowadzeni w świat kultury. W rodzinie dzieci są wdrażane do odpowiednich form zachowania, ich postępowanie podlega ocenie i kontroli
z punktu widzenia wzorców i norm uznawanych przez rodziców
Chodzi tu głównie o potrzebę przynależności uczuciowej, bezpieczeństwa, stabilizacji. Określa ona także cele i wartości,
do których dzieci mają dążyć, przyczynia się również do formowania konkretnych potrzeb
i zainteresowań.
"
Wynika z tego, że rodzina to grupa społeczna, powiązana silnymi więzami, której członkowie darzą się miłością i w której starsi przekazują odpowiednie wzorce młodszym.
Jaka jest teoria osoby, która nie akceptuje adopcji dzieci przez pary homoseksualne? Otóż rodziny stworzone przez gejów tudzież lesbijki tak naprawdę rodzinami nie są. Bowiem w takim środowisku nie zostaną przekazane odpowiednie wzorce. Dwóch facetów nie nauczy potomka kobiecej empatii, delikatności czy subtelności, natomiast dwie panie nie zaprezentują dzieciakowi męskiej siły, zaradności i tężyzny. Ciekawe, prawda? Znowu odniosę się do swojego życia. Idąc tokiem rozumowania mojej klasowej koleżanki, nie powinnam mieć w sobie męskiego pierwiastka, gdyż
w procesie wychowania zostałam pozbawiona samczego wzorca. Powinnam być życiową sierotą - nieporadną i nadmiernie wrażliwą. Ups, nie jestem. Teoria nie wypaliła. A propos - w takiej rodzinie nie ma miłości - bowiem miłość rodzicielska to także przekazywanie wzorców, a tu się tego nie doświadcza (sic!)
Nie, nie napiszę już o tym, że w homoseksualnych rodzinach dzieci są molestowane i bardzo często nie umieją odnaleźć się w "normalnym" społeczeństwie. Pominę też fakt, że statystycznie związki ludzi tej samej płci rozpadają się częściej i właśnie dlatego lepiej jest nie dawać im na wychowanie dziecka, które potrzebuje stabilizacji. Co z tego, że w Polsce co trzecie małżeństwo kończy się rozwodem i większości przypadków maluch zostaje "pozbawiony" jednego z rodziców. Co z tego,
że w wielu "prawidłowych" domach szerzy się alkoholizm, wykorzystywanie seksualne i ogólnie pojęta patologia. To przecież nie ma znaczenia...

"Ilu ludzi, tyle opinii." Ble. Ble. Ble. To nie miał być tekst rozjaśniający pewne zagadnienia. Chciałam tylko pokazać niedorzeczność niektórych argumentów, którymi w codziennym życiu posługują się przeciętni ludzie. To, że bardzo często głos zabierają ci, którzy mają znikome pojęcie
o sprawie i przekonują do swoich racji uzasadnieniami wyssanymi z palca. 


I jeszcze jedno - po co organizować w szkole "przemowy", które są jedynie oceniane na forum klasy, po czym leci się dalej z tematem, który jest do realizacji (niech to będą chociażby "Treny").
O stokroć lepiej byłoby urządzić dyskusję, wywołać jakąś reakcję, zmusić uczniów do rozmowy, Myślę, że to przyniosłoby o wiele lepsze rezultaty, aniżeli "konkurs oratorski". 
A zamiast tego, gdy ja zaczynam polemikę z koleżanką, pani profesor szybko zmienia temat i robi wszystko, by nie doprowadzić do wyłamania się ze schematu...
No ileż można...?

Od małego pozbawiona ludzkiej godności i męskich wzorców,

Z.

10 komentarzy:

  1. Nie ma stopnia wyższego od "ulubiony". Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja doskonale o tym wiem. Na potrzeby jednak tekstu można czasem utworzyć nowe słowo (patrz: neologizm), które idealnie wpasuje się w kontekst. W jednym z postów zwracałam się do Bezduszników, a przecież taki twór też nie funkcjonuje w naszym języku.

      Pozdrawiam,
      Z.

      Usuń
  2. Ciekawa jestem czy twoja argumentacja (bez znaczenia jaki temat podjęłaś) też została tak zjechana.
    Zosiu, pragne przypomnieć, a może uświadomić, że w przemowie chodzi o to, aby nakłonić słuchaczy do zastanowienia się lub zmiany swojego zdania na dany temat. Nie Tobie więc oceniać słuszność argumentów wygłoszonych przez koleżankę. Każdy ma prawo do własnego zdania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, czy moja argumentacja została tak zjechana czy nie, nie ma tutaj większego znaczenia. A nawet jeśli komuś by się nie podobała - proszę bardzo: niech krytykuje, ma do tego pełne prawo. Niech to będzie tylko konstruktywna krytyka, jak moja. bo w moim tekście nie chodziło o "shejtowanie" koleżanki, tylko pokazanie, jakimi bezpodstawnymi argumentami ludzie posługują się na co dzień. Ja wiem, o co chodzi w przemowie, jednakże w momencie, gdy mówca używa niczym niepopartych argumentów, to jego wystąpienie mija się z celem. Ja zdementowałam teorie znajomej przykładami zaczerpniętymi z własnego życia. Zresztą, niemała liczba moich bliższych i dalszych kolegów pochodzi z "rozbitej" rodziny i nie zauważyłam dotychczas jakiś zmian w ich umyśle po rozstaniu rodziców czy życiu w takich a nie innych warunkach.
      Tu nie chodzi o to, że dziewczyna ma odmienne zdanie od mojego, tylko o to, że jest zupełnie nieprzekonująca - bo niewiarygodna.

      Usuń
  3. Byłam zszokowana, gdy usłyszałam, jak koleżanka zarzuciła stwierdzeniem: ''patologii nie można zastępować patologią''. Po prostu chciałam wstać i wyjść, to niedorzeczne. Argumenty nie były przekonywujące, ale nie ma się co dziwić, przecież rzekoma koleżanka jest zagorzałą katoliczką i oczywiście byłoby wbrew Bogu głosić inaczej! Zgadzam się z Tobą, takie konkursy oratorskie nie mają w ogóle sensu, a rzekome tematy podane przez panią profesor pozostawiały wiele do życzenia... Jak zwykle narzucanie uczniom wszystkiego, zamiast kreować ich samodzielność i ambicje.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo że jestem niewierząca, to nie zgodzę się z Tobą. Znam wielu katolików, którzy do sprawy tolerancji wobec homoseksualistów podchodzą bardzo liberalnie. Tu chyba nie chodzi o naukę Kościoła. Tak, jak pisałam, nie byłabym "zła", gdyby dziewczyna miała odmienne zdanie od mojego - wolny kraj. Problem tkwi w tym, że ona nie umiała go obronić i zrobiła z gejów i lesbijek czarne charaktery...
      A co do konkursu i tematów...cóż...może kiedyś ktoś w górze dostrzeże niedorzeczność systemu i go zmieni. Ja już czasem nie mam słów. A Twoje ostatnie zdanie: "Jak zwykle narzucanie uczniom wszystkiego, zamiast kreować ich samodzielność i ambicje." idealnie podsumowuje sytuację...
      Z.

      Usuń
  4. Hmm czytając Twój tekst chyba jednak muszę przyznać rację koleżance, z którą się tak bardzo nie zgadzasz. Opierasz swoje zdanie tylko na Twoich własnych doświadczeniach i przeczuciach. Znasz jakieś dziecko wychowane w rodzinie homoseksualnej? Wiesz co się później z takim dzieckiem dzieje? Domyślam się że nie, więc jak możesz tak ostro negować słowa koleżanki, nie mając do tego jakichkolwiek postaw? Polecam zapoznać się z badaniami dotyczącymi tej kwestii.

    Druga sprawa. Właśnie czytając Twoją wypowiedź można dojść do wniosku, że owa koleżanka miała rację mówiąc, że osoby wychowujące się z jednym rodzicem nie otrzymają odpowiedniego wychowania. Widać to po niestety po Twoich poglądach. Nie są one normalne. Ty oczywiście tego nie widzisz, bo najciężej dostrzec wady u siebie. To co mówisz jest sprzeczne z prawem naturalnym. To natura wykluczyła możliwość zawierania związków przez osoby tej samej płci - nie mogą one naturalnie mieć dziecka i tyle w temacie. Po co więc robić coś co jest niezgodne z naturą ? Czy np. wśród zwierząt istnieją "pary" tej samej płci? Nie! Bo jest to kompletnie nie potrzebne i wręcz chore. Jest to dość prymitywny przykład, ale myślę, że dobrze pokazuje niedorzeczność zawierania związków przez homoseksualistów i ułomność ludzkiego umysłu. Nawet największy geniusz potrafi czasem ześwirować....
    Nie powinno się tak atakować osoby, której się w ogóle nie zna, od razu pod pierwszym wpisem jaki się u niej przeczytało, ale po prostu forma tego komentarza miała być adekwatna do formy Twojego wpisu. Mam nadzieję, że moja wypowiedź skłoni Cię do myślenia.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skłoniła.
      Tak, znam takie dziecko. I nie widzę u niego żadnych "upośledzeń". Czy Ty znasz osobiście? Długo moglibyśmy przerzucać się takimi argumentami...

      Czy to, że moje poglądy różnią się od tych społecznie uznawanych za właściwe sprawia, że można o nich mówić, że są nienormalne? A co to w ogóle jest ta normalność? Czy możesz mi ją opisać?
      Myślisz, że gdybym grzecznie wychowywała się z tatusiem i mamusią, to myślałabym inaczej? Jakoś mi się nie wydaje. Akurat rodziców mam nietuzinkowych i nieco radykalnych.
      Natura stworzyła człowiek nagiego. To dlaczego nosisz spodnie? To przecież niezgodne z naturą. Ten przykład też jest prymitywny, ale na podobnym poziomie. Tak, powiesz, że nasz klimat nie pozwala na świecenie gołym tyłkiem przez cały rok, ale to w takim razie czemu okrywają się nawet członkowie plemion w Amazonii? Że wstyd? A zobacz - nikt się homoseksualizmu nie wstydzi.
      Geje i lesbijki to nie geniusze, którzy ześwirowali, tylko ludzie, którzy urodzili się zdolni tylko do pokochania człowieka od tej samej płci. Takie sytuacje zdarzają się niekiedy u zwierząt...mówię tu o łączeniu się w pary i wychowywaniu potomstwa.

      Najbardziej mnie ubodło stwierdzenie, że moje poglądy nie są normalne. Każdy myśli tak, jak mu podpowiada sumienie. Wybacz, że dla mnie Boga nie ma, zwierząt nie należy jeść, każdy człowiek jest tak samo ważny, a społeczeństwo się stacza. Sorry.

      Z.

      Usuń
  5. ,,Usłyszałam dziś na przykład, że dzieci, wzrastające z tylko jednym rodzicem - obojętnie,
    czy to ojciec czy matka - są pozbawione godności... " Padłam. Mama mnie urodziła po śmierci taty. I przepraszam, mnie odziera z godności to, że mnie nie usunęła, czy wrzody, które tatę zabiły? Kolejny argument tylko lepszy.

    A komentarz co do formy tych przemów genialny. Sześć tematów. My mieliśmy w gimnazjum zupełnie dowolne tematy - od ekologii (kolega nawet udowadniał, że samochody znacznie mniej szkodzą, niż twierdzą ekolodzy, zaś potem było ileś przemówień o złych samochodach), przez harcerstwo do mojego tematu o kosmitach. I to było fajne.

    Zaś co do tego, co piszesz o chemii to nie zgodzę się. Masz chemię podstawową, tak? Ja mam rozszerzenie. Mieliśmy te tematy o szkle i tak dalej. W zeszłym roku, teraz jest szybkość reakcji.

    Lubię chemię, a skąd wziąć szkło wiedziałam już dawno. Wszyscy wiedzieli, dlatego nawet nauczycielka trochę olała ten temat. Ale na podstawowej chemii, gdy uczeń pewnie nie będzie zdawał matury z chemii, nie będzie jej miał na studiach, powinno być właśnie o tym, co nas najbliżej otacza, a nie grzebanie w atomie. Bo warto by było gdyby taki człowiek niezajmujący się chemią choć wiedział, jak powstają te rzeczy, z których często korzysta. Co prawda, moim zdaniem powinno być trochę więcej o lekach i takich tam, bo to jeszcze bardziej potrzebne, ale tego tyle było w gimnazjum, że nie narzekam, poza tym, ten nacisk na leki to pewnie zboczenie biolchemmatu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Temat pisany pół roku temu, praktycznie pod koniec mojej chemicznej edukacji, więc już się nie odniosę, bo "pozbyłam' się problemu.
      Co zaś się tyczy przemów...chyba dorosłam. Już się nie burzę za każdym razem, gdy słyszę kolejne arcyciekawe propozycje nauczycieli co do tematów omawianych i dyskutowanych na lekcji. Jak chcę coś powiedzieć, to mówię i przeważnie moje słowa bodą połowę społeczność, czasem wywołują polemikę. Zazwyczaj jednak milczę, bo zwyczajnie nie chce mi się strzępić języka na głupkowate tematy. Siedzę sobie z książką, albo dziennikiem i, cytując znajomego: "patrzę jak ci idioci sami się wyrżną".
      A co do rozbitych rodzin, zdania nie zmieniłam od maja '15 i nadal uważam, że niekiedy dzieciaki jednego rodzica mają raj na ziemi w porównaniu do "pełnych rodzin". (Mamcik, kocham Cię!)

      Cichsza i mniej rozhisteryzowana,
      Z.

      Usuń

Śmiało wyraź swoją opinię.
I bądź cierpliwy - odpowiadam na każdy komentarz, lubię mieć ostatnie słowo. ;-)