Zajrzyj do skrzynki pocztowej

Napiszę Ci list. Napiszę Ci co chcesz.

Kochani! Przepraszam, że nie piszę. Przepraszam, że po raz kolejny przepraszam i pewnie i tak niewiele się zmieni. Nie siedzę w kąc...

wtorek, 29 grudnia 2015

Pasztet z soi na walkę z anemią

Dlaczego dziś podaję Wam przepis na pasztet z soi świetny w walce z anemią? Dlatego, że ostatnimi czasy co rusz natykam się na osoby dotknięte tą przypadłością.
Nieco słownikowo: anemia to choroba, która występuje, gdy gdy we krwi jest niedostateczna (poniżej normy) ilość czerwonych ciałek (erytrocytów) lub gdy jest zbyt małe stężenie hemoglobiny (przy prawidłowej ilości czerwonych krwinek). 
Sama swojego czasu się jej nabawiłam, ale na szczęście to schorzenie można wyeliminować tak samo szybko, jak się ono pojawia. 

Jeśli przyczyną anemii jest rzeczywiście niedokrwistość, to naprawdę wystarczy tylko wprowadzenie odpowiedniej, urozmaiconej diety i miesiąc – dwa, a problem zostanie zażegnany. Zróżnicowana dieta jest oczywiście odpowiedzią na większość ze współczesnych przypadłości zdrowotnych.
W społeczeństwie, w którym ilość spożywanych tłuszczy czy węglowodanów znacznie przekracza normę, dziwnym byłoby, gdyby ludzie byli zdrowi. Często jedynym wyjściem z sytuacji jest powrót do naturalnych produktów, pozbawionych szkodliwych substancji. Ja od paru lat gorąco optuję
za restrykcyjnym wegetarianizmem i każdemu polecam ten sposób żywienia. Nie dość, że niesie
za sobą ogromne korzyści zdrowotne, to jego etyczny aspekt jest nie do podważenia. 

Składniki tego pasztetu mają naprawdę wielką moc: soja - 17 mg żelaza na 100 gram, sezam ma go 20 mg, liść laurowy - 45 mg, papryka słodka - 24 mg, otręby - 10 mg; wiadomo, że aby żelazo przyswoiło się najlepiej, trzeba spożywać je z witaminą C (natka pietruszki, pomidory).

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Szklanki w dłoń



"Na świecie istnieją podobno dwa rodzaje ludzi. Jedni kiedy dostają szklankę dokładnie w połowie napełnioną mówią:
„Ta szklanka jest w połowie pełna”.
Ci drudzy mówią:
„Ta szklanka jest w połowie pusta”.
Jednakże świat należy do tych, którzy patrzą na szklankę i mówią: „Co jest z tą szklanką? Przepraszam bardzo… No przepraszam… To ma być moja szklanka? Nie wydaje mi się. Moja szklanka była pełna. I większa od tej!”.
A na drugim końcu baru świat pełen jest innego rodzaju osób, które mają szklanki pęknięte albo szklanki przewrócone (zwykle przez kogoś z tych, którzy żądali większych szklanek), albo całkiem nie mają szklanek, bo stały z tyłu i barman ich nie zauważył."

Jaki jest morał z tej historii? A no taki, że owszem, można się w życiu 
zdać na los, ale niejednokrotnie należy mu pomóc i delikatnie popchnąć we właściwym kierunku. Życie to jedno wielkie pole bitwy i wygra tylko ten, który umie i nie boi się walczyć. Bić się trzeba o lepszy świat, lepsze jutro, lepszego samego siebie. Pozwolę sobie zacytować jedną z mądrzejszych kobiet polskiej blogosfery: Każdy dzień składa się z setek, a może nawet tysięcy małych decyzji: Wstać, czy pospać dłużej? Na śniadanie zjeść owsiankę z bananem czy bułkę z kiełbasą? Poćwiczyć czy posiedzieć na fejsie? Zanim wybije południe, masz za sobą setki takich małych decyzji. Za każdym razem musisz przystanąć na ułamek sekundy, zastanowić się, dokonać wyboru. Czasami musisz ze sobą powalczyć. 

niedziela, 27 grudnia 2015

Pomóż spełnić marzenie



Nahko and Medicine for the People Nahko and Medicine for the People Nahko and Medicine for the People Nahko and Medicine for the People Nahko and Medicine for the People Nahko and Medicine for the People Nahko and Medicine for the People Nahko and Medicine for the People Nahko and Medicine for the People 

Znacie Nahko Bear? Medicine for the People? Jeśli tak - wiecie,
co czuję. Jeśli nie - już tłumaczę. Z oficjalnej strony: "Nahko, urodzony w Oregonie i zaadoptowany przez amerykańską rodzinę, potomek Puertorykańczyków, rdzennych Amerykanów, Apachów
i Filipińczyków. Mówi o sobie "obywatel w służbie planecie". Odarty z iluzji o świecie wokół niego i zainspirowany włóczęgami, amerykańskimi muzykami i bajarzami takimi jak Conner Oberst czy Bob Dylan, Nahko jako nastolatek opuścił dom
w poszukiwaniu przygód i po to, by odkryć prawdę o samym sobie. Uzbrojony w opowieści, gitarę  i całe mnóstwo idei zbudował "most", który połączył kulturowe przepaście dzielące jego psychikę. Zaczął tworzyć muzyczny dziennik ze swojej podróży dostępny dla szerokiej publiczności, który miał leczyć duchowo i społecznie. Tak powstało Medicine for the People. Sam Nahko opisuje swoją muzykę jako połączenie hip-hopu i ludowego rocka
z ogólnoświatowym przesłaniem.

W życiu przeszedł wiele, cierpiał na kryzys tożsamości i jedynie
w muzyce odnalazł ukojenie. O nadziei na lepsze jutro śpiewa w Black as Night. Swoją twórczością dzieli się ze światem, bo chce nieść pokój i radość. O walce i wierze mówi w Aloha Ke Akua. Staje w obronie słabszych, woła w imieniu kobiet, Indian bez żadnych praw, ubogich dzieci; w utworach My Country czy One in the Chamber pokazuje społeczeństwo i problemy. Kawałków naprawdę wartych przesłuchania ma dziesiątki, niech wymienię choć parę: I Mua, Budding Trees, Great Spirit, Warrior People. Możecie też posłuchać w wersji akustycznej i poznać Nahko "osobiście". Swoich fanów uczy współczucia, kreowania samego siebie i odwagi do zmiany swego życia i otaczającego świata.
Działa w organizacjach charytatywnych:

A teraz czas na zasadnicze pytanie: po cholerę ja to wszystko piszę? Już mówię. Półtora roku temu napisałam moją Bucket List i na 69 miejscu umieściłam słowa Posłucham Nahko na żywo
i porozmawiam z nim w cztery oczy.
Wiedziałam, że to zrobię. Wiedziałam, że będzie to w przyszłości. Wiedziałam, że w bardzo odległej, bo Medicine for the People gra i działa aktywnie w...Stanach. A ja nie szastam pieniędzmi na prawo i lewo i nie pojadę ot tak sobie na jeden z folkowych festiwali w Kalifornii. Więc czekałam... Dziś - niespodzianka! Nahko z zespołem w styczniu 2016 zaplanowali trasę po Europie! Zjednoczone Królestwo, Niemcy, Holandia, Francja... 21 koncertów. Postanowiłam: jadę, choćby nie wiem co. Ale to okazało się nie być takie proste. Za pół roku mam osiemnastkę, owszem. Ale do tego czasu nie ma szans, bym sobie śmignęła za granicę na koncert. Sama. I ja to rozumiem, w końcu mamy chcą dla nas jak najlepiej. Ale nie odpuszczę tego występu, nie mogę przepuścić takiej okazji. Więc mam plan. A Wy musicie mi pomóc! 

Szukam 5-7 osób, które 30 stycznia wybiorą się ze mną do Amsterdamu na koncert Nahko and Medicine for the People. Dlaczego tak dużo? Bo załatwię transport i chodzi o to, by dobrze rozłożyć jego koszty. Na miejscu chciałabym być jeden-dwa dni, by połazić po tym niesamowitym mieście, które notabene też znajduje się na liście. Ogromnie zależy mi na zrealizowaniu tego marzenia, toteż nawet jeśli Wy osobiście nie jesteście zainteresowani, prześlijcie link dalej, może znajdzie się garstka osób, które z chęcią wybiorą się ze mną. 
Piszcie na maila: zosiaakatarzyna@o2.pl


Czekam niecierpliwie,
Z.


Buddyści, w lustrze chylę przed Wami czoło



"Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko dlatego, że przez długi czas obowiązywały w wielu krajach. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że wielu ludzi od dawna to powtarza. Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, że ktoś inny to powiedział, że popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec albo kapłan lub że jest to napisane w jakimś świętym piśmie. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że brzmi prawdopodobnie. Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uważacie za zesłane przez Boga. Miejcie zaufanie do tego, co uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego, co przynosi powodzenie wam i innym."


To słowa jednego z buddyjskich mott. 
Co jakiś czas wraca do mnie zafascynowanie filozofią wschodu. Zawsze początkowo bardzo się
do niej zapalam, po czym...moja fascynacja słabnie. Ale cały czas mam sercu niektóre z nauk i zasad buddyjskich. Dziwne jest to, że do mnie - ateistki odrzucającej istnienie jakiejkolwiek Siły Wyższej, przekonania buddystów przemawiają tak silnie. A już niezaprzeczalnie prawdziwe są powyższe słowa.